Jesienią 1888 r. wynalazca francuski Le Prince zademonstrował w Londynie efekt działania wynalezionego przez siebie mechanizmu nazwanego „maltańskim” ze względu na podobieństwo do maltańskiego krzyża. Papierowa taśma perforowana z fotografiami przedstawiającymi kolejne fazy ruchu przesuwała się skokowo właśnie dzięki działaniu tego mechanizmu. Jeden ciągły obrót osi obracanej korbką powodował cztery „skoki” mechanizmu maltańskiego. Sposoby zamiany ruchu ciągłego na skokowy były znane już wcześniej, ale ten mechanizm umożliwiał jednoczesne skokowe przesuwanie taśmy dzięki perforacji. Zdumieni widzowie zrozumieli, że ulegli złudzeniu optycznemu; wzrok nie był w stanie uchwycić momentu szybkiej zamiany kolejnych obrazków. Przyjął, że tworzą one ciągły obraz ruchomy. W ten sposób powstało kino.

Już rok później Le Prince wykorzystał do projekcji przezroczystą taśmę celuloidową z diapozytywami wynalezioną przez George’a Eastmana. W trakcie rozwoju kina ustalono standard szybkości - 24 klatki na sekundę (6 obrotów osi) – jako wystarczający do wywołania złudzenia ciągłego, naturalnego ruchu. Bardzo szybko zorientowano się, że jeżeli kamera filmowa i projektor odtwarzający ten film pracują z różnymi prędkościami, można uzyskać niezwykłe efekty: ruchu w zwolnionym tempie (kamera pracuje szybciej niż projektor) lub ruchu przyspieszonego (kamera pracuje wolniej aż do tzw. zdjęć poklatkowych, efektownie pokazujących np. wzrost rośliny i rozwój kwiatu). Od tego czasu skonstruowano wiele wariantów mechanizmu chwytakowego do przesuwania perforowanej taśmy, ale ich sednem jest właśnie krzyż maltański, który stał się jednym z symboli kina.

Niewiele się zastanawiano nad istotnym sensem tego mechanizmu, gdyż teoretycy kina zwracali głównie uwagę na estetykę zdjęć i ruchu filmowego, sposobu ustawienia kamery czy efektów montażowych. Tymczasem wynalazek Le Prince’a był pierwszą w historii tak spektakularną i popularną ilustracją znaczenia i przydatności rachunku różniczkowego. Newton, rozważający zjawiska dynamiczne, doszedł do wniosku, że przydatną metodą ich badania będzie podział ruchu na równe odcinki, najlepiej – nieskończenie małe, co już było czystą abstrakcją. Leibnitz pociął na drobne i równe kawałki krzywe geometryczne w celu ich matematycznej analizy. Nieco później (1715 r.) Brook Taylor zapoczątkował rachunek różnic skończonych, decydujący dla rozwoju elektronicznej techniki obliczeniowej. Wśród wielu fizycznych modeli pochodnej najprostszym jest elektryczny układ RC (rezystor- kondensator), gdzie zmienna wielkość napięcia prądu wejściowego jest pochodną zmiennej wielkości prądu wyjściowego. Ale mechanizm maltański wykazał, że nie tylko „martwa” natura, ale i sam człowiek może mimo woli „różniczkować” dzięki właściwościom swojego widzenia, a więc zastąpić realny, „ciągły” obraz rzeczywistości obrazem nieciągłym, złożonym ze skończonej liczby kadrów nieruchomych. Okazało się też, że metoda różnic skończonych wynaleziona przez Tylora jest nie mniej skuteczna niż rachunek różniczkowy. Efekt będzie ten sam, ponieważ człowiek nie jest idealnym „układem matematycznym”, lecz wykazuje pewną bezwładność postrzegania.

Czy podobnie da się „oszukać” nasz zmysł słuchu, powonienia, smaku, dotyku? Wszystkie te doznania są rozciągliwe w czasie, tzn. spełniają podstawowy warunek różnicowalności. Nawet smak napojów opisywanych przez „winnego maniaka” fluktuuje od momentu dotknięcia ustami kieliszka poprzez fazę językową, przełykową itd. Jeżeli się okaże, że można to stopniować, to droga do tworzenia całkowitej iluzji stanie otworem, a więc świat wirtualny nie da się odróżnić od rzeczywistego.

Prowadzi to do filozoficznego pytania, czy zmienność świata w ogóle polega na dodawaniu się różnic skończonych czy nieskończenie małych. Fizyka kwantowa zdaje się dowodzić, że zmienność składa się jednak ze skończenie małych „odcinków” niezmiennych, podobnie jak materia składa się ze skończenie małych atomów. Możliwe, że samo pojęcie „ciągłość” jest tylko wrażeniem, złudzeniem zmysłowym koniecznym z jakiegoś tajemniczego powodu. Jeżeli tak, to co się znajduje między tymi cząstkami rzeczywistości, „kadrami”? Może tamtędy da się wejść do jakiegoś innego świata? A jeżeli udaje się wywołać filmowy efekt przyspieszenia bądź zwolnienia ruchu, to może tak samo uda się wywołać efekt przyspieszenia bądź zwolnienia rzeczywistości? Na szczęście nie są to jednak problemy, z którymi będziemy musieli się zmagać w ciągu życia najbliższych pokoleń. Wystarczy zagadnień dla następnych stuleci.

Zygmunt Jazukiewicz