Rodzina z łąką w tle


06-08-2016 17:38:54

Dojeżdżając do posesji zamieszkałej przez 105- letniego Jubilata, profesora nauk rolniczych Józefa Prończuka w stołecznej dzielnicy Wawer mija się ogromną łąkę i baner promujący stosowanie rolowanych trawników. Czyżby Szacowny Jubilat, wykładający niegdyś łąkarstwo na Wydziale Melioracji warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego nadal zajmował się swoją profesją?

Okazuje się, że w pewnym - można powiedzieć genetycznym – stopniu tak. Firmę, a w zasadzie gospodarstwo rolne o nazwie Rol-Traw, upiększającą trawnikami z rolek najważniejsze części stolicy – z błoniami Stadionu Narodowego włącznie- i wielu polskich miast prowadzi trzech wnuków Jubilata: Piotr, Krzysztof i Maciej Prończukowie, a doskonaleniem gatunków traw na te trawniki zajmuje się najstarszy syn Pana Józefa, też profesor Sławomir Prończuk, formalnie doradca naukowy firmy, którego mocno zmartwił widok niefachowo przystrzyżonego trawnika przy Stadionie Narodowym przed warszawskim szczytem NATO.

Dwóch z wymienionej trójki wnuków Pana Józefa - Piotr i Maciej- są inżynierami, absolwentami Wydziału Rolniczego SGGW.

Nie tylko łąkarze

Prof. dr hab. inż. Sławomir Prończuk (rocznik 1938) jest najbardziej zawodowo powiązany z profesją swojego ojca. Ukończył Wydział Rolniczy SGGW ze specjalnością łąkarstwo i przez 43 lata zajmował się doskonaleniem traw w Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie k. Warszawy. To jednak nie jedyny naukowiec w pierwszym pokoleniu następców Pana Profesora. Inżynierów w gronie 36 osób cztero pokoleniowego potomstwa Ireny i Józefa Prończuków będzie niebawem kilkanaścioro.

Urodzony w czasie wojny Andrzej Prończuk, inż. technologii rolno- spożywczej jest też profesorem, ale nie w Polsce, lecz na Uniwersytecie w Bostonie (USA). Prawie profesorem, bo doktorem habilitowanym nauk rolniczych, specjalistką od chorób traw, jest Maria Prończuk- żona Pana Sławomira, która też pracowała w IHAR Radzików.

Najmłodszy syn Grzegorz (rocznik 1949) z którym mieszka Jubilat jest inżynierem technologii drewna i prowadzi w Wawrze własną Pracownię Stolarską produkującą wyposażenie ogrodów, a jego syn Radosław – inżynier budownictwa po Politechnice Warszawskiej robi karierę w Holandii. Jedna z tamtejszych gazet piszących o przedsiębiorczości przyznała mu tytuł Biznesmena 2014 roku. Jedynie syn Adam (rocznik 1946), jak sam uważał, nie był predestynowany do studiowania i został introligatorem, ale to też zawód techniczny.

Pokolenie prawnuków Ireny (żyła 102 lata) i Józefa Prończuków też trzyma się blisko środowiska wiejskiego. Czwórka wnucząt Sławomira Prończuka studiuje na kilku wydziałach SGGW i być może za kilka lat będą: leśnikami, ogrodnikami, przetwórcami żywności lub hodowcami koni- oczywiście inżynierami.

Nie zostały inżynierami dzieci „amerykańskiego” profesora Andrzeja Prończuka – technologa żywności, ale jedna z jego córek jest pilotem lotnictwa cywilnego (latała). Sam Pan Andrzej zapewne obraziłby się na określenie „amerykański”, bowiem w Ameryce znalazł się, jako stypendysta FAO (pierwszy z Europy Wschodniej), a wszystkie stopnie naukowe uzyskał w trakcie ok. 10- letniego, przymusowego (odpracowywał stypendium) pobytu w Polsce. A ponadto wraz z żoną, amerykanką z polskiej rodziny, zadbali o to, aby ich dzieci, a nawet wnuki dobrze znały język polski.

Zapewne trudno zadbać o taką polskość następnych pokoleń będzie Radosławowi Prończukowi, który ożenił się z Holenderką, ale do swojej rodziny ma stosunkowo blisko i ją systematycznie odwiedza.

Wyboista droga z białostockiej wsi

Profesor Józef Prończuk urodził się blisko Białegostoku, we wsi Kamionka, gmina Zabłudów. Rodzice mieli małe gospodarstwo, ale ojciec był wiejskim krawcem, więc pewne dodatkowe dochody były. Dzięki nim oraz inicjatywie matki chcący się uczyć i zdolny Józef mógł zacząć swoją wieloetapową edukację w jednorocznej ludowej szkole rolniczej w Supraślu. W tych szkołach nauka trwała pół dnia, a druga część nazywała się zajęciami praktycznymi, a były to prace przy inspektach i w sadzie. Już na starcie późniejszy profesor okazał się prymusem w 40- osobowym gronie uczniów. Za bardzo dobre wyniki nagrodzono zarówno rodziców (zwolnienie z czesnego) jak i ucznia. Nagrodą były narzędzia ogrodnicze oraz mała biblioteczka.

Kierownictwo szkoły doradzało dalszą naukę absolwenta i rodzice dali się namówić. Józef Prończuk dostał się na kurs kontrolerów obór w Bukiszkach koło Wilna. Po jego ukończeniu pracował jako kontroler mleczności i nawet nieźle zarabiał -120 zł miesięcznie (pensja listonosza - 80 zł).

Okazało się jednak, że jego nieco mniej zdolni koledzy ze szkoły w Supraślu dostali się do Średniej Szkoły Rolniczej w Bydgoszczy i zaczęli go namawiać, aby do nich dołączył. Ambicja nie pozwalała mu jednak być w niższej klasie od kolegów, więc zażyczył sobie naukę od drugiej klasy. Wymagany egzamin zdał bez trudu, a docenienie jego wiedzy przez jednego z egzaminatorów dało wymierny sukces finansowy. Zarabiał udzielając korepetycji synom bogatych rodziców (profesora i handlarza samochodami).

Następny etap nauki odbywał się jeszcze dalej od domu rodzinnego, bo w Państwowej Wyższej Szkole Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie. Znowu wystartował od drugiego roku, a po ukończeniu tej znanej szkoły był już technikiem rolnikiem i po powrocie do rodzinnego Białegostoku dostał pracę w tamtejszej Izbie Rolniczej. Tam zaczęła się jego kariera łąkarza, bo zajmował się w izbie łąkarstwem. Już w czasie oddelegowania do Bielska Podlaskiego udowodni - zakładając łąki na osuszonych bagnach- że nie zadawala go tradycyjne działanie.

Doceniona inteligencja i wojenne kłopoty

Prof. Józef Prończuk należy do nielicznego już grona Polaków, którzy poznali okropności dwóch wojen światowych. Tę pierwszą mało pamięta- był dzieckiem. Natomiast tuż przed tą drugą, gdy był już ojcem syna Sławomira wojsko upomniało się o niego i doceniając jego inteligencję skierowało na kurs kontrwywiadu w Warszawie. 1 września 1939 r., gdy spadały pierwsze bomby niemieckie na dworzec kolejowy w Osowcu, gdzie służył w Korpusie Ochrony Pogranicza, był w stopniu podporucznika. Po dołączeniu jego jednostki do Grupy Polesie i wkroczeniu na wschodnie tereny wojsk ZSRR pojawiło się nowe zagrożenie.. Podstępnie otoczony oddział znalazł się w niewoli, a młody podporucznik kontrwywiadu miał świadomość, co mu grozi, chociaż nie przypuszczał tego najgorszego (Katyń). Uciekł z kolumny polskich żołnierzy i po wielu perturbacjach 15 października dotarł do domu, ale nie mógł w nim spokojnie mieszkać, bo takich jak on szukało NKWD. Sypiając często w polu doczekał nowego okupanta- Niemców.

Ten etap nie był dla niego zbyt trudny, bo pracował najpierw w wyuczonym zawodzie – jako kierownik mleczarni, a potem u Niemca w garbarni. Ta garbarska umiejętność oraz wejście w posiadanie niemieckich chemikaliów przydały mu się, gdy startował w nowe życie w powojennej Warszawie.

Ponowne pojawienie się Armii Czerwonej znowu spowodowało najścia NKWD oraz UB. Uratował go sołtys, który stwierdził, że Józef Prończuk nie żyje. Niewiele skłamał, bo grób osoby o takich personaliach był na miejscowym cmentarzu. Ale Józef wiedział, że mieszkając na Białostocczyźnie będzie nękany z powodu krótkiej „kariery” w przedwojennym wojsku. Całą rodziną przeprowadzili się na warszawską Pragę, do częściowo wypalonego mieszkania.

Organizowanie życia od nowa i awanse

Z czegoś jednak trzeba było żyć. Pierwsze dochody uzyskał dzięki umiejętności garbowania skór, a gdy zabrakło chemikaliów cięli te skóry i sprzedawali, jako sznurowadła. Dużo większe pieniądze uzyskał jednak dzięki przypadkowemu znalezisku najstarszego syna Sławomira. Było to urządzenie do produkcji zamków błyskawicznych. Dzięki niemu Jozef Prończuk krótko był przedsiębiorcą, a za zarobione pieniądze mógł kupić ziemię w podwarszawskim wówczas Zastowie i pobudować tam dom.

Na tej ziemi próbował różnej produkcji, ale dopiero pomysł syna Sławomira, aby produkować rolowane trawniki wypalił. Obecnie to 150 ha trawnikowej plantacji przynoszącej zyski.

Ciąg do wiedzy nie pozawalał jednak Józefowi Prończukowi na zakończenie edukacji na szkole technicznej w Cieszynie. W 1950 r. był już absolwentem młodego UMCS w Lublinie (studiował zaocznie). Kolejne etapy rozwoju naukowego to doktorat na SGGW w 1960 r., habilitacja, a w 1976 r. Józef Prończuk uzyskał tytuł profesora zwyczajnego.

Dobrze wykorzystał rozwój uczelni i gdy brakowało dla niego stanowiska w Katedrze Łąkarstwa na Wydziale Rolniczym został kierownikiem zakładu w Katedrze Torfoznawstwa na Wydziale Melioracji Wodnych.

Pod koniec swojej kariery dydaktycznej nauczał studentów przyrodniczych podstaw melioracji wodnych. Na emeryturę przeszedł w 1979 r., ale długo był emerytowanym naukowcem aktywnym zawodowo. Pisał kolejne podręczniki, a nawet wiersze i to w wieku 100 lat, bywał na konferencjach naukowych PAN i spotkaniach organizowanych przez Stowarzyszenie PAX.

***

Z przyjemnością mogę przyznać, że wysłuchałem wykładu Pana Profesora, czym pochwaliłem się jednemu z moich kolegów, pracownikowi, (obecnie profesorowi) z Wydziału Melioracji Wodnych. Usłyszałem od niego niezbyt pochlebną opinię o Józefie Prończuku. Powiedział „Prończuk uważa, że gdyby stosować więcej nawozów azotowych nie potrzeba byłoby tak dużo meliorować, a my z budowy rowów, kanałów i drenowania gruntów żyjemy”. Później dowiedziałem się, że Profesor Prończuk należał do nielicznego grona naukowców krytykujących budowę Kanału Wieprz- Krzna.

No cóż - z czasem, dopiero po 1990 r., przyznano Panu Profesorowi rację, a gdyby wówczas posłuchano tego osamotnionego w poglądach naukowca nie osuszono by nadmiernie kraju i mniej kosztowałyby nas wszystkich wydatki na tzw. małą retencję.

                                                                                              Henryk Piekut

Prof. Józef Prończuk w otoczeniu najbliższej rodziny: od lewej syn Grzegorz, synowa Maria oraz syn Sławomir

Rodzinne zdjęcie przed mszą w intencji jubilata w parafaialnym kościele przy ul. Kadetów na osiedlu Las.

Zasłużony inżynier odbiera gratulacje od prezes Ewy Mańkiewicz-Cudny

Jubilat w trakcie laudacji na SGGW

Gospodarstwo rodziny Prończuków

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl