Wino dla inżyniera (258): Święta a wino


18-12-2021 16:45:27

Okres przed Świętami Bożego Narodzenia to w naszym kraju czas wyjątkowy. Trwa szał zakupów – no, bo prezenty i jakieś lepsze zaopatrzenie na te święta przecież też by się przydało. Cieszą się z tego dostawcy różnych towarów i usług, bo w grudniu biją zazwyczaj roczne rekordy sprzedaży. Firmy winiarskie osiągają w tym miesiącu aż 40% swych rocznych obrotów – wino traktowane jest jako dobry firmowy prezent świąteczno-noworoczny, a i prywatni nabywcy kupują go więcej niż zazwyczaj. I tu rodzi się pytanie: słusznie czy niesłusznie?

Nasz kochany rząd pomyślał już o nas przed świętami i od Nowego Roku podniósł akcyzę na alkohole – więc będzie drożej. Z tego punktu widzenia najlepiej byłoby kupić już teraz jak najwięcej flaszek, żeby jak najwięcej zaoszczędzić, ale w związku z tłumami w sklepach takie zakupy mogą wcale nie być najłatwiejsze. Dla mnie zakup wina to swego rodzaju misterium wymagające czasu. Najpierw oglądanie etykiet na półkach, jakiś „small talk” ze sprzedawcą, potem troskliwe wybieranie butelka po butelce... W grudniu możecie o tym wszystkim zapomnieć, bo wraz ze zbliżaniem się świąt i wybór w sklepach coraz skromniejszy i sprzedawca coraz bardziej zmęczony oraz pozbawiony chęci dopieszczania klienta.

Nawet jeśli komuś uda się w tym miesiącu zrobić „ponadmiarowe” zakupy alkoholowe, to – niestety – ich konsekwencją może być nadmierne spożycie, co stanowczo odradzam. Polskie Boże Narodzenie to zresztą dla winopijcy generalnie trudny okres, ze względu na problemy z doborem win do potraw. No bo tak: najpierw postna wieczerza wigilijna, a na niej i ryby i grzyby i słodycze, a potem – zimny talerz mięs, bigos, nóżki w galarecie, czasem jakaś wykwintna wołowina. Jednym rodzajem wina się tego nie opędzi!

Najtrudniejsza pod tym względem była dla mnie zawsze Wigilia. W mojej rodzinie zaczyna się ją od czerwonego barszczu z uszkami grzybowymi. Jakoś białe wina mi do tego nie pasują, a czerwone i owszem – zwłaszcza jakiś tęgi supertoskan czy Chateauneuf du Pape. No dobrze, ale co – otwieramy butelkę takiego nietaniego przecież wina, pijemy po małym kieliszku i od razu odstawiamy resztę na bok – bo przecież na stół trafia już karp z patelni, a do niego zdecydowanie bardziej pasują mięsiste, kremowe wina białe, np. beczkowane Chardonnay. Przesiadka z czerwonego na białe może nie być łatwa, ale cóż – otwieramy butelkę kremowego białego, upijamy mały łyczek, po czym na stole pojawiają się świąteczne pierogi z kapustą i grzybami, kraszone prawdziwym olejem lnianym (pycha!). One znowu wymagają czerwieni i to przesiadanie się z koloru na kolor zaczyna nas trochę męczyć. Na szczęście, dalsze potrawy (postna kapusta z grochem, panierowane kapelusze prawdziwków itd.) to już towarzystwo raczej dla win czerwonych, więc aż do deserów mamy spokój. A przy ciastach do kieliszków trafia tokaj Szamorodni – z tym nie ma żadnego problemu, wybór jest dość oczywisty.

Pierwszy i drugi dzień świąt – to już zupełnie inna sytuacja. W moim domu na stole królują wtedy niepodzielnie mięsa (pieczona gęś lub indyk, wędzonki, pasztety), a w porze obiadu trafia na stół bigos – taki staropolski, bogaty, choć może już nie tak tłusty jak jadali przodkowie. Do tego wybornie pasują tęgie wina czerwone – takie, jak np. wspominane już Chateauneuf du Pape, ekstraktywne wina z Douro (Quinta do Vale D. Maria), niektóre Primitivo (byle nie za słodkie!), Cabernety z kalifornijskiej Doliny Napa, Pinotage z RPA czy dobre bordoskie etykiety (chociażby Margaux).

Komu uda się jakoś przeżyć Wigilię, potem ma już łatwiej. Nie wszyscy zresztą muszą mieć problemy z doborem win do potraw w święta. Coraz częściej i głośniej lansowana jest koncepcja świąt bezalkoholowych, ale mam nadzieję, że się nie przyjmie. W końcu alkohol jest dla ludzi – i należałoby raczej skupić się na staraniach o umiar, a nie na narzucaniu abstynencji.

Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich czytelników „Przeglądu...”.

winny maniak

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl