Wino dla inżyniera (256): Pożegnanie z białymi


19-10-2021 16:00:24

Trzydzieści parę lat temu znany aktor, satyryk i radiowiec oraz zarazem samozwańczy profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski zainaugurował w radiowej „Trójce” (a była to podówczas naprawdę Trójka przez duże „T”) cykl wykładów „O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy”.

Po pół roku nazwa cyklu się zmieniła na „O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia” i potem te zmiany powtarzały się już cyklicznie. Takim samym cyklicznym zmianom podlega od lat mój winny gust – od kwietnia do września chętniej sięgam po wina białe, a od października do marca – po czerwone. Wiem też, że podobnie ma wielu innych winopijców.

Właśnie nadszedł tegoroczny październik, a wraz z nim pora zmiany. Kończymy na razie pić białe wina, więc zastanówmy się, co nas tak naprawdę pociągało w nich przez ostatnie pół roku.

Wraz z tegoroczną wiosną przygasła trzecia fala pandemii, więc ruszyliśmy gromadnie na świeże, cieplejeze powietrze i do lokali gastronomicznych. A tam czekały już na nas rieslingi i chardonnay oraz sauvignon blanc.

Dobrze zrobiony riesling ma sporą, ale przyjemną kwasowość, potęgującą wrażenie świeżości. Cukru może mieć mniej lub więcej, w zależności od intencji winiarza, ale zawsze jest winem harmonijnie poskładanym. Nadaje się świetnie do picia bez towarzystwa potraw, bo orzeźwia, a nie zakwasza. Ja w tym roku odkryłem pochodzący z Hesji Nadreńskiej riesling Peth-Wetz (ok. 40 zł w sklepiku „Twoja Winnica” w maleńkich Pęcicach koło Komorowa) i raczyłem się nim w gorące letnie wieczory, a także przy sobotnich kolacjach z sushi. Nieodmiennie smakował doskonale – a w Pęcicach mają jeszcze inne, podobno poważniejsze rieslingi od tego samego producenta!

No dobrze, ale co mogli pić w lecie ci, którzy generalnie nie przepadają za kwasowością w winie? Odpowiedź jest prosta: chardonnay. To zazwyczaj wina bardzo zrównoważone, kremowe, czasem wręcz maślane, a w przypadku starzenia w beczce (co jest częstym zabiegiem) – dodatkowo z charakterystyczną „chrypką” wyczuwalną w ustach. Ja wolę te chardonnay bez beczki, bo są świeższe – i takie właśnie wino (hiszpańskie Vina Zorzal Chardonnay, 36 zł, „Twoja Winnica”) trafiło  kilkakrotnie w ciepłe dni do mojego kieliszka.

Chardonnay jest chyba najpopularniejszym szczepem na świecie. Proste wina z niego to np. standard w kasynach w Las Vegas, ale wielu uważa te wina za banał i nawet powstał już międzynarodowy ruch ABC (Anything But Chardonnay – Wszystko byle nie Chardonnay). No cóż, antyszczepionkowcy i płaskoziemcy też istnieją, choć – na mój gust – mijają się ze zdrowym rozsądkiem!

Oczywiście, zwolennicy ruchu ABC mają do wyboru wiele innych białych win – chociażby austriacki Gruener Veltliner. Te wina mają charakterystyczną pieprzną końcówkę i też odbieram je jako bardzo orzeźwiające. W tym roku piłem kilkakrotnie Ried Goldberg Gruener Veltliner (49 zł, również „Twoja Winnica”) i zawsze mi smakował.

Ostatnimi w tym felietonie „letnimi” winami są te z Sauvignon Blanc. Mają zazwyczaj potężną, jakby wyrzeźbioną (niektórzy mówią „ostrą jak nóż”) kwasowość i najlepiej smakują do potraw z cytryną oraz do dań kuchni azjatyckiej. Ja pijałem w to lato dość nietypowe (bo musujące) sauvignon blanc ze Słowenii (winnica Puklavec, u nas w ofercie Winezji, po rabacie 39 zł) i uwierzcie mi – to było niebo w gębie. W sierpniu zamówiłem cały karton!

Przyjemnie powspominać, ale – jak już napisałem – mamy październik, więc pora na zmianę koloru. Od win czerwonych będziemy teraz oczekiwali zupełnie czego innego niż od białych – a czego konkretnie, o tym napiszę w następnym felietonie. Niecierpliwym, którzy nie będą chcieli czekać, polecam tymczasem czerwone wina Luzon z hiszpańskiej Jumilli (najtańsza, ale już bardzo przyzwoita Crianza za ok. 40 zł, do dostania w Winezji). O Jumilli zresztą jeszcze na pewno usłyszymy w przyszłości. Na zdrowie!

winny maniak

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl