Wątpię więc jestem. Co młodzież wiedzieć powinna


13-03-2021 20:38:47

Mimo że coraz więcej  czasu dzieli nas  od wyzwolenia z okowów komunizmu, nie spada zainteresowanie wschodem, a mówiąc dokładnie Rosją. Czasem odnosi się wręcz wrażenie, że znakomita część naszej klasy politycznej nie tyle jest zainteresowana tym, by Polska rosła w siłę, a ludziom się żyło dostatniej, co tym, by w siłę nie rosła Rosja. Do Rosjan mamy pretensje nie tylko o przeszłość, ale i wobec   teraźniejszości zachowujemy daleko posunięty krytycyzm. Jak cherlawa jest ich demokracja, jak nikłe możliwości uczestniczenia we władzy ma przeciętny Rosjanin, skoro na pięciu naszych prezydentów przypada rosyjski jeden, i to przy takiej różnicy populacji. Polityk o sympatiach prorosyjskich może złośliwie powiedzieć, że lepszy jeden dobry niż pięciu byle jakich i wytknąć z kolei naszej demokracji, że wszystko rozmienia na drobne. Byłaby to może odpowiedź efektowna, ale od prawdy daleka.

Nie mieliśmy wprawdzie tak wielokadencyjnego - jak Rosjanie - prezydenta, ale mamy długoletnich na nieco niższych stanowiskach, m.in. prezesa Broniarza, przewodniczącego  Pietraszkiewicza czy  marszałka  Struzika,  którzy stażem biją Putina na głowę. Dowodzi to niezbicie, że także u nas prawdziwa wielkość czasu się nie boi.   Problem  jedynie w tym,  co jest wielkością na danym etapie, jakie aktualnie są  w cenie wartości i tego się w szkole nie wykłada. Przekonanie, że nauka to „potęgi klucz” i że połączona z pracowitością zagwarantuje człowiekowi właściwe miejsce w życiu jest - w świetle faktów - głęboko naiwna.

Podręcznikowa wiedza i pracowitość wystarczy może, by trwać bezpiecznie „na kasie” w Biedronce, ale jest za skąpa, by rozwinąć skrzydła. Coraz więcej wiedzy serwowanej obecnie na wykładach nie znajduje praktycznego zastosowania, a edukacja staje się w dużej mierze swoistym torem przeszkód, który człowiek młody musi pokonać, jedynie po to, by dowieść potencjalnej sprawności.  Jak oryginalnej, a zarazem finezyjnej potrzeba myśli, aby się przebić do zmieniającej się w niezwykłym tempie świadomości  dojrzewającego  do nowoczesności społeczeństwa,  może świadczyć przypadek ostatnich wyborów na prezydenta Warszawy. Przegrał  je z kretesem poseł Jaki, który próbował uwieść wyborców obietnicą, że pogoni złodziei kamienic, a zwyciężył Rafał Trzaskowski przyrzeczeniem, że osobiście udzieli ślubu swojemu zastępcy, kiedy tylko Sejm zalegalizuje małżeństwa homoseksualne.  Przykład najbardziej cenionych prezydentów miast dowodzi, że aby trafić do ludzkich serc, nie wystarczy, by rury nie pękały i na okrągło była ciepła woda w kranie.

 Ile trzeba fantazji, ile  oryginalnych pomysłów... Szczególną maestrią - co odnotowała nawet telewizja - tej smutnej, pandemicznej zimy wykazał się np. łódzki ratusz, fundując pracownicom na Walentynki darmowe bilety do ZOO na prezentację tego, co nosiliby w spodniach nasi bracia mniejsi, gdyby mieli spodnie. Nie roztrwonić kapitału zaufania zdobytego w wyborach, utrzymać sympatie... trwać na posterunku jest niewątpliwie sztuką. Świadomość jej wagi może nie jest jeszcze tak powszechna, jak sztuki kochania,  ale jest nadzieja, że duch czasu to zmieni. Hasło nauka bliżej życia nie może pozostawać pustym, jeśli nauka ma zachować swój autorytet i nie zejść do roli straszaka, źródła sennych koszmarów, odrażających cosinusów...

Nic nie stoi na przeszkodzie, by naukę - na bieżąco - zbliżyć do potrzeb stawianych przez życie, wzbogacić o treści w nim przydatne na co dzień, do których sztuka trwania niewątpliwie należy. Podobnie jak w przypadku sztuki kochania nie byłoby problemów z naborem fachowej kadry wykładowców.  W samym tylko Parlamencie można byłoby bez problemu wskazać dziesiątki potencjalnych kandydatów, dysponujących  w tym zakresie wiedzą na poziomie profesora zwyczajnego. O tym, że wzbogacanie edukacji wiedzą praktyczną przynosi namacalne rezultaty, może świadczyć przykład szeroko promowanej na początku transformacji wiedzy - jak rozmawiać z potencjalnym pracodawcą. Były nawet podręczniki autoprezentacji instruujące szczegółowo, jak prowadzić rozmowę kwalifikacyjną, by się z nas cymbał nie wyrwał niespodziewanie. Dziś tego efekty są ewidentne... żadnych wokół  płazów, żadnych gadów... same orły.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl