Filozofia pojęć technicznych (167). Megafon


10-01-2021 14:08:27

Kto pamięta "Faraona" Bolesława Prusa domyśla się, jaką rolę w cywilizacji spełniało nagłośnienie i sztuczne modulowanie głosu. Kapłani egipscy korzystali z tak zaprojektowanych wnętrz, by głos stamtąd dochodzący wydawał się głosem z zaświatów. Dążenie do wzmocnienia dźwięku jest prawie tak stare, jak ludzkość.

W kulturach prekolumbijskich w Andach centra obrzędowe już przed 3 tys. lat tworzyły system akustyczny. W złotym wieku teatru greckiego maski aktorów wyposażano w tuby wzmacniające głosy, a jednocześnie amfiteatr tak projektowano, by dźwięki ze sceny były jednakowo słyszalne w każdym miejscu. A jeszcze dzisiejsi projektanci sal koncertowych korzystają z prac wielkiego rzymskiego twórcy kanonów architektonicznych - Witruwiusza. Nowożytni badacze mieli już co innego na myśli - w XVII w. Samuel Morland, znakomity wynalazca i dyplomata angielski prowadził regularne badania nad wzmacnianiem dźwięków i przenoszeniem ich na odległość za pomocą rozmaitych konstrukcji tub, rogów i trąbit. Nie słychać jednak, by król chciał przemawiać do swego ludu za pomocą wynalazków Morlanda. Prawdziwi władcy nie potrzebowali bezpośredniego kontaktu z masami. Tym razem jednak myślano już o sterowaniu tłumem lub formacjami wojska oraz przesyłaniu informacji.

O megafonii jako specjalności można mówić dopiero w XIX w. Zajmowało się nią wielu, począwszy od Charlesa Wheatstone'a, korzystających już z największego wynalazku XIX w. - techniki analogowej, a więc z przetworników. Oczywiście prace nad głośnikami poprzedzały megafony w ścisłym znaczeniu. Pierwszy był Johann Philipp Reis w Niemczech - twórca prymitywnego głośnika elektrycznego. Nieco lepsze skonstruował potem Graham Bell i inni twórcy telefonii. Ale tu zaczęła się osobna historia słuchawek nausznych, zwłaszcza interesujących rynek gramofonów i nagrań. Słabość głośnika była problemem w początkach przemysłu gramofonowego, stosowano więc wymyślne, ozdobne tuby. Z 1898 r. pochodzi słynny obraz Francisa Jamesa Barraud His Master's Voice, który przyjęto jako logo korporacji produkujących gramofony i nagrania: terier  Nipper zaglądający do tuby gramofonu, skąd dobiega głos jego zmarłego pana.  

Ciekawe, że Thomas Edison wcale nie zaprzągł elektryczności do megafonii - w 1878 r. skonstruował skomplikowany megafon akustyczny z trzech oddzielnych lejkowatych tub, niosący podobno szept na odległość 300 m. Opatentował także pierwociny auxetofonu  wzmacniającego dźwięk przy użyciu sprężonego powietrza. Tą drogą podążył irlandzki inżynier, sir Charles Parsons prezentując niezwykle pomysłową konstrukcję, która pozwoliła na transmitowanie nagrań operowych z dachu  budynku, słyszalne w całym Paryżu w czasie wystawy światowej w 1900 r. System pneumatyczny stosowano potem w salach kinowych. Okazał się rekordowy, jeśli chodzi o natężenie dźwięku. Do dziś podobno stosuje się ten system przy badaniach głośności silników odrzutowych, gdyż pozwala na osiągnięcie prawie 160 dB, a więc na poziomie bomby lotniczej. W następnych latach uwaga inżynierów skoncentrowała się na wzmacniaczach prądowych z wykorzystaniem triody i lamp próżniowych.

W 1906 r. powstał pierwszy głośnik elektryczny z prawdziwego zdarzenia -dictograph, a w 1912 firmy Bell Telephone Co. oraz Western Electric użyły po raz pierwszy systemu elektrycznego nagłośnienia w teatrze Olimpic w Chicago, ale głośnik dynamiczny  (magnetoelektryczny) bliski współczesnym skonstruowano w General Electric dopiero w 1924 r. Ważnym momentem jest rok 1913, bo właśnie wtedy po raz pierwszy z systemu elektrycznego nagłośnienia skorzystał polityk - gubernator stanu Oklahoma. Z nadejściem epoki ruchów masowych zaczęła się prawdziwa kariera megafonów, gdyż "tłumy, słuchając orędzia, głuszyły pieśnią komunikaty". Odtąd już nie głuszyły.

Lata 60-te XX w. to początki miniaturyzacji i popularności megafonów ręcznych, zwanych szczekaczkami, o zasilaniu bateryjnym, gdzie mikrofon połączono z głośnikiem tubowym. Przydały się w czasie rewolty młodzieżowej 1968 r. W PRL- u taki aparat był narzędziem politycznym, trudno więc dostępnym dla zwykłego krzykacza. Tłumem mógł zarządzać ten, kto pierwszy sięgnął po megafonową broń. A i dziś okrzyk: "dawajcie szczekaczkę" oznacza tyle co: "na moją komendę!".

Zygmunt Jazukiewicz    

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl