Cyfrowe larum!


09-01-2021 16:51:03

Wprowadzenie do dokumentu „Polityka Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019 – 2027” zawiera tak ważkie słowa, że powinny nie tylko znaleźć odbicie w jego treści, ale i stanowić skuteczne wezwanie do radykalnych działań na poziomie państwowym. Czy jednak, podobnie jak słuszne często słowa wielu innych uchwał, deklaracji i planów, nie pozostaną wyłącznie na papierze?

Czytamy: „Polska, aby zachować zdolność do suwerennego tworzenia warunków dla odpowiedzialnego rozwoju, budowania dobrobytu obywateli oraz świadomego postępu technologicznego musi inwestować w rozwój sztucznej inteligencji. W przeciwnym wypadku straci szanse i potencjał kreowania rozwoju na swoich warunkach, stając się głęboko zależna od rozwiązań dostarczanych przez zewnętrzne otoczenie gospodarcze. Istnieje ryzyko, że AI włączona w światową sieć teleinformatyczną przetransferuje bogactwo lub generowaną lokalnie wartość dodaną do tych krajów lub organizacji ponadgranicznych, które będą potrafiły ją budować i kontrolować najsprawniej.

Od końca XX w. i przez dwadzieścia lat XXI w. na bazie techniki i technologii cyfrowych, mamy do czynienia z kolejnymi przełomowymi innowacjami, które wpływają w coraz większym stopniu na zmianę obrazu świata. Pierwszy sygnał dostrzeżenia związanych z tym wyzwań przez władze państwowe, stanowiła Uchwała Sejmu RP z 14 lipca 2000 r. w sprawie budowania podstaw społeczeństwa informacyjnego w Polsce (M.P. 2000 nr 22 poz. 448). Niestety, zarówno opracowany w ślad za tą Uchwałą dokument „ePolska – Plan działań na rzecz społeczeństwa informacyjnego w Polsce na lata 2001-2006” jak i kolejne plany informatyzacji nie dały oczekiwanych owoców.

 AI po „społeczeństwie informacyjnym”

Przyjęcie polityki „nadążania za silniejszymi” lub koncentracji na drobnych, ale dobrze sprzedających się medialnie innowacjach, spowodowało, że nasza słaba pozycja w stosunku do innych krajów europejskich nie uległa istotnej poprawie. Było to zapewne skutkiem braku faktycznego rozumienia istoty zachodzących na świecie procesów. W rezultacie, na najwyższym szczeblu zabrakło i woli i systemowego podejścia i odpowiednich środków i silnej koordynacji.

Od paru lat, innowacją o szczególnym znaczeniu dla szybkości i zakresu zmian, jest sztuczna inteligencja, znana lepiej pod anglojęzycznym akronimem AI. Nie można poważnego potraktowania tego tematu, kolejny raz, zastąpić okrągłymi deklaracjami i skromnymi, punktowo kierowanymi środkami, nieadekwatnymi do znaczenia problemu. Oczywiście w Uchwale z 2000 r.
była mowa o „społeczeństwie Informacyjnym” a obecnie mówi się o „sztucznej inteligencji”, ale AI stanowi kolejny, milowy krok na drodze przemian. Jest kluczowym narzędziem następującej transformacji, czynnikiem ogromnie przyśpieszającym przemiany, choć istota wyzwań społecznych i gospodarczych, jakie generuje, pozostaje niezmiennie taka sama. Od ponad dwudziestu lat stanowi wyzwanie o najwyższym poziomie strategicznego znaczenia.

Działanie niewystarczające

Obecna odpowiedź na to wyzwanie w postaci finansowania konsorcjum międzyuczelnianego pod nazwą „Akademii Innowacyjnych Zastosowań Cyfrowych” czy nawet projektu „Cyfrowa Piaskownica Administracji” i szeregu „miękkich” działań, (przewidzianych w dokumencie „Polityka Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019–2027”) zamiast szeroko zakrojonego wielodziedzinowego programu modernizacji, nie wydaje się właściwą. Jeśli nie chcemy znaleźć się w trzeciej lub czwartej lidze gospodarki światowej, to musimy zrozumieć, że czas raczkowania i akademickich dywagacji już się skończył. 

Patrząc na częstą ostatnio zmianę wiodących akcentów i haseł, w obszarze aplikacji techniki i technologii cyfrowej, powiązaną z rezygnacją z poważnych własnych działań i nastawieniem się na import sprzętu i oprogramowania, a nawet gotowych systemów, trudno się oprzeć wrażeniu pewnego „deja vu”, przebijającego się spod marketingowego szumu. Od sześćdziesięciu lat świetne plany, nadzieje i działania, związane z rozwojem krajowej elektroniki, informatyzacji czy cyfryzacji, dawały pewne efekty, ale wcześniej czy później zderzały się z biurokratyczną niemożnością i zwykłymi, czasem drobnymi, a czasem całkiem grubymi, wykraczającymi poza granice naszego Kraju, interesami.

Entuzjazm początków

Sięgając do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, należy wspomnieć o wczesnym zauważeniu problemu i powołaniu w tym czasie urzędu Pełnomocniku Rządu ds. ETO (Elektronicznej Techniki Obliczeniowej), powołaniu Zakładów Elektronicznej Techniki Obliczeniowej (ZETO), rozwoju krajowej bazy podzespołowej (w tym półprzewodnikowej) oraz podjęciu produkcji polskich komputerów ZAM i ODRA.

Początek lat 70. to oprócz rozwiązań licencyjnych, świetny własny projekt K-202, a po jego utrąceniu, wzorowana na nim i przez lata produkowana MERA 400. Tego też okresu sięgają poważne prace nad informatyzacją rejestrów państwowych oraz eksperckie wsparcie ze strony NOT. To także powołanie Krajowego Biura Informatyki oraz rozwoju sieci ZETO, świadczącej wyspecjalizowane usługi informatyczne podmiotom nie posiadającym własnych kadr, sprzętu i oprogramowania. To również początek licencyjnej produkcji w Polsce elektronicznych central telefonicznych. Tytuł publikacji prof. Andrzeja Targowskiego „Informatyka - klucz do dobrobytu” działał na wyobraźnię i stał się hasłem, wskazującym znaczenie tej techniki. Większość wysiłków, łącznie z koncepcją „Infostrady” i Krajowego Systemu Informatycznego, nie będąc konsekwentnie i na właściwą skalę rozwijana, nie przyniosła do końca lat siedemdziesiątych, przełomowych efektów modernizacyjnych. Pozwoliła jednak na zdobycie doświadczenia i przygotowanie znaczących zasobów kadrowych.

Zniweczona szansa

Narastający kryzys gospodarczy, naciski zewnętrzne i obawy decydentów, doprowadziły do wyjazdu z Kraju i rozproszenia wielu cennych osób i zespołów. Krótkotrwałe zainteresowanie władz nie przerodziło się w faktyczne uznanie nowych technik i technologii za ważną dźwignię rozwoju Polski.

Stan wojenny i reszta lat 80., to okres dalszego narastania opóźnień rozwojowych w czasie, gdy na świecie informatyka, cyfrowa  telekomunikacja i techniki medialne zaczęły podlegać silnym procesom konwergencji w sektor Technik Informacyjnych i Komunikacyjnych (Information & Communication Technologies) (ICT).

Lata dziewięćdziesiąte to fascynacja marketingiem oraz łatwymi receptami, a w realnej gospodarce –  załamanie prawie całego krajowego przemysłu elektronicznego i jego późniejsza fragmentaryczna odbudowa w postaci montowni niektórych wyrobów finalnych, ale już bez większości krajowej bazy podzespołowej. Powinna ona obecnie umożliwiać bezpieczną produkcję własnych mikroukładów na potrzeby choćby dowodu elektronicznego, a także zapewniać dostawy wybranej elektroniki profesjonalnej do ważnych celów specjalnych. Lata dziewięćdziesiąte to jednak również powstanie Telekomunikacji Polskiej SA (TPSA), która, wraz z licznymi firmami współpracującymi, mogła stanowić dynamiczną, krajową lokomotywę rozwoju najnowszych technik i technologii. Niestety, po paru latach rozpoczął się proces oddawania jej w ręce zagraniczne, zakończony pozbyciem się przez Państwo Polskie tego ważnego aktywu, ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami.

Sejmowe kołatanie

Równocześnie z powstaniem TPSA, na początku lat dziewięćdziesiątych, rozpoczęła się w Polsce kariera Internetu, dynamicznie rozwijanego w środowiskach akademickich powiązanych przez Naukową, Akademicką Siecią Komputerową (obecnie – państwowy instytut badawczy NASK). Cyfrowa przebudowa i rozwój ICT stały się jednym z głównych motywów corocznych obchodów Światowego Dnia Telekomunikacji (obecnie Światowego Dnia Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego) organizowanych w Polsce przez Stowarzyszenie Elektryków Polskich (SEP) oraz znajdowały się stale w polu widzenia i współdziałania struktur NOT. Koniec lat dziewięćdziesiątych, to również początek dynamicznego wzrostu abonentów telefonii komórkowej cyfrowego standardu GSM, która szybko stworzyła infrastrukturę alternatywną w stosunku do telefonii stacjonarnej.

Wejście w lata dwutysięczne poprzedzone zostało powszechnym przeglądem i modernizacją lub wymianą oprogramowania systemów informatycznych. Było to związane z obawami o prawidłowe funkcjonowanie starszych systemów w chwili zmiany daty z 1999 r. na 2000. Na początku roku 2000 powstał, zainicjowany i prowadzony przez posła Kosmę Złotowskiego, Zespół Poselski Na Rzecz Społeczeństwa Informacyjnego. Wkrótce, pod auspicjami tego Zespołu została w Sejmie zorganizowana przez SEP Konferencja Okrągłego Stołu (KOS) „Polska w drodze do Społeczeństwa Informacyjnego”, która odtąd stała się coroczną imprezą. Na wniosek Zespołu Sejm RP przyjął 14 lipca 2000 r. Uchwałę zobowiązującą Rząd RP do podjęcia działań na rzecz rozwoju w Polsce społeczeństwa informacyjnego.

Teoria zamiast aplikacji

Niestety zmiana rządu szybko sprowadziła tę tematykę z toru aplikacji w obszarze społecznym i gospodarczym na tor naukowy. Wyrazem tego było ulokowanie powołanego w 2002 r. działu administracji rządowej „Informatyzacja” w resorcie Nauki, w którym funkcjonował on do jesieni 2005r. Istotną zmianą stało się dopiero powiązanie tego działu z działem „Administracja”, a następnie wydzielenie w postaci odrębnego ministerstwa „Cywilizacji”, które funkcjonowało do rekonstrukcji Rządu, jesienią 2020 r.

Słaba pozycja polityczna kierownictw resortów odpowiedzialnych za informatyzację, cyfryzację i zagadnienia społeczeństwa informacyjnego, dominacja prawników i przedstawicieli dyscyplin nietechnicznych, przy braku odpowiedniej reprezentacji inżynierskiej, nie dawały szans na sprostanie wyzwaniom, aby nowe techniki i technologie cyfrowe stały się znaczącą częścią i specjalnością naszej gospodarki. Pozwoliło to na przygotowanie wielu ciekawych opracowań i analiz ale nie umożliwiło wydobycia się Polski z „pułapki średniego rozwoju”, o czym mówił parę lat temu Premier Morawiecki. Tkwienie od lat w tej pułapce i niepodejmowanie nawet próby zmiany, powoduje utratę przez Polskę cennego czasu „pauzy strategicznej”.

Uciekająca Europa

Świat biegnie, a my drepczemy pod koniec europejskiej stawki, stanowiąc dla wyżej rozwiniętych krajów źródło drenażu młodej, dobrze wykwalifikowanej kadry. Zajmując w podziale pracy miejsce w mało dochodowych ogniwach łańcucha budowy wartości, mamy gospodarkę słabo wykorzystującą potencjalne atuty, obciążoną niesymetryczną strukturą własnościową i do tego, w niewielkim stopniu, wykorzystującą możliwości tworzone przez cyfrową przebudowę. To sprawia, że mając duże zasoby naturalne, potencjały w rolnictwie i w przemyśle oraz znaczne zasoby wykwalifikowanej pracy oraz innowacyjne pomysły, nie możemy zakumulować niezbędnych kapitałów i tak je skoncentrować, aby te zasoby efektywnie wykorzystywać.

Mając to na uwadze, należy się zastanowić, jakie kroki należałoby podjąć, aby szybko przyjąć i wdrożyć optymalną strategię działania. Nie przegapić, ostatniej zapewne, szansy włączenia się na poważnie do cyfrowego wyścigu oraz umożliwić Polsce i Polakom zdobycie nowej, lepszej pozycji w zmieniającym się, za sprawą cyfryzacji i rozwoju aplikacji AI, światowym podziale pracy.

O czym pisze Yuval Noah Harari w swoich, kontrowersyjnych, lecz polecanych przez Billa Gatesa, Marka Zuckerberga czy Baraka Obamę bestsellerach, a zwłaszcza w „Homo deus Krótka historia jutra” – „Na początku XXI wieku lokomotywa postępu ponownie daje sygnał odjazdu (…). Ci, którzy się na niego spóźnią, nigdy już nie dostaną drugiej szansy. Aby zapewnić sobie miejscówkę, trzeba rozumieć technologie XXI wieku, w szczególności moc tkwiącą w biotechnologii i algorytmach komputerowych. (…) a ci, którzy zostaną, będą skazani na wymarcie.

To już nie brzmi jak wezwanie, ostrzeżenie czy apel. To memento, którego nie wolno dalej lekceważyć.

Nie można dłużej czekać. Trzeba działać, odważnie, mądrze, z systemową spójnością i z inżynierską precyzją.

dr inż. Andrzej M. Wilk

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl