Wątpię, więc jestem. Czy znów się oderwała?


02-11-2018 14:34:14

Za sprawą Pana Prezydenta wróciliśmy w sierpniu do „Przedwiośnia”, choć za sprawą mediów jesteśmy wciąż myślą w znacznie późniejszym okresie. Konkretnie w drugiej części narodowej sagi, której część pierwszą uwiecznił na filmowej taśmie niezapomniany Stanisław Bareja opatrując tytułem „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. Odcinek, który leci obecnie – utrzymując się w konwencji - można by zatytułować „Co ci zrobię, jak mnie wybierzesz”. Wszystkie te rowerowe ścieżki, drogi samorządowe, dodatkowe plusy… rysują prawdziwie świetlane perspektywy, co koniec i tak niezwykłego lata uczyniło tym bardziej radosnym. Człowiek bowiem, choć wie o gruszkach na wierzbie, pamięta z arsenału ludowych mądrości, że obiecanki cacanki … to lubi jednak jak go łudzą, mamią, mydlą oczy … Dawno już rozpoznały to fachowe gremia, stąd kampanie wyborcze stały się wielką giełdą obietnic, a wyborcze aparaty prawdziwą fabryką wciskania kitu.

Dziwię się, jak niewiele w tym świeżych pomysłów, jak walą się na odlew kandydaci, jak licytują na parkingi, place zabaw i świetlice. Nikomu jak na razie nie przyszło do głowy, by na ofertę rywala wyrażoną w dobrach, nie odpowiedzieć staropolską mądrością o tym, że lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć. Z powyższych względów za niezbyt trafny uznać należy wspomniany dobór lektury Pana Prezydenta- właściwszy byłby Słowacki z jego ostrzeżeniami:- ( Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą ) a jeśli już Żeromski, to raczej „Ludzie bezdomni”. Właściwszym dla Polaków pytaniem na dziś nie jest to z Przedwiośnia, czy mają odwagę Lenina, lecz to czy mają wrażliwość Judyma. Czy mają odwagę, jak on w Cisach, cwaniaczka- łobuza, wziąć za pludry i spuścić do rzeki, miast prowadzić sążniste dysputy z odwołaniem do europejskich trybunałów.

Jako człowiek politycznie zaangażowany, ale po niedookreślonej stronie, obserwuje aktualne trendy w nastrojach, analizuje o co walczymy na obecnym etapie, aby być po właściwej stronie gdy przyjdzie czas wyborów. Przyznam się, że nie bardzo do mnie przemawia hasło „Konstytucja” ponieważ ta, przez cały czas mojego życia była w wielkim poszanowaniu, a w pewnym, ważnym okresie została nawet uhonorowana wyniesieniem jej imienia na tabliczki centralnego stołecznego placu (tymczasem większego niż wówczas bezprawia nie było w polskiej historii). Bardziej do mnie przemawia słowo sumienie, o reanimację którego apelował swego czasu papież Karol Wojtyła, a wcześniej zwracał na jego znaczenie uwagę jeden z przyjaciół naszego pisma, wybitny naukowiec, człowiek mądry i prawy. To w czym, jego zdaniem, największe ponieśliśmy straty, co naród utracił w latach trudniej, najnowszej historii, co najpilniejszej wymagało odbudowy, nazywał ładnie „infrastrukturą etyczną- moralną”. Jej obudowa ma większe znaczenie dla  naszej przyszłości, dla naszej wielkości, dla integracji z Europą niż przebudowa infrastruktury drogowej. Autostrady są w stanie zmienić krajobrazy, ale nie ludzi. W tym kontekście trudno negować racje tych, co głośno krzyczą „praworządność”- choć warto przypomnieć pokrewne słowo, modne u progu solidarnościowej rewolucji- „przyzwoitość”, które o tyle ma nad pierwszym przewagę, że nie da się z niego uczynić wartości papierowej. Świeżo w pamięci mamy jeszcze przypadek komornika- zresztą nie jednego- który zrobił z prawa całkiem poręczną pałkę i walił dłużników na oślep, nie koniecznie tych, co mieli dług – wystarczyło, że mieli jakieś dobra. W demokratycznym państwie prawnym, o wielkim dorobku nauk prawniczych, o licznej kadrze naukowej, potężnej armii prawników praktyków - jednej tylko pani senator Lidii Staroń sumienie nie pozwoliło milczeć. Biorąc powyższe pod uwagę trudno mi się powstrzymać od takich oto refleksji, czy czasem nie opuściło nas ( albo nie wróciło) to, co było przekleństwem w czasach komuny- czy znów awangarda, którą w demokratycznym państwie prawnym stanowią oczywiście prawnicy, nie oderwała się od mas. hen  

 

Komentuje Waldemar Ruksć

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl