Internet puka do drzwi


21-09-2018 14:49:30

W końcu lat 80. ub. wieku z komputerowymi sieciami krajowymi zaczęło się robić już całkiem nieźle. Gorzej było z wyjściem na zewnątrz. To w dużej mierze zależało od kapryśnych telefonów i modemów oraz humorów podejrzliwych władz. Nie zawsze się udawało zbyt dużo wysłać lub odebrać, co widać z poniższej relacji.

Pracowałem wtedy na uniwersytecie w Stanach, ale byłem na urlopie w Warszawie. Koniecznie chciałem przeczytać pocztę, która nadeszła podczas mojej nieobecności na uczelnię, bo chodziło o zdobycie dużego grantu. Oficjalnie nie zabraniano międzynarodowych połączeń komputerowych, bo władze chyba nie bardzo wiedziały, o co chodzi. Ale ponieważ przesyłane informacje trudno było podsłuchać i ocenzurować, nie należało się z tym specjalnie afiszować.

Ktoś ze znajomych miał dostęp do sieci europejskiej i obiecał pomóc. O świcie wyruszyliśmy z przewodnikiem taksówką na peryferie miasta. Wysiedliśmy o parę kwartałów przed celem i klucząc doszliśmy do jednorodzinnego domku. Umówiony dzwonek i znaleźliśmy się w piwnicy wyposażonej w komputer osobisty i modem. Czułem się jak prawdziwy konspirator.

Połączenie udawało się uzyskać z krajami, do których można było się dodzwonić przez centralę automatyczną. Do Stanów trzeba jednak było wówczas korzystać z pośrednictwa telefonistki. Próbowaliśmy ją przekonać, żeby łączyła zaraz po usłyszeniu wysokiego tonu z uczelnianego serwera, do którego miał się wpiąć nasz modem. „Jak mogę łączyć, skoro tam tylko coś piszczy?”. Perswazje nie pomogły i przestrzegające wewnętrznego regulaminu pracownice z centrali telefonicznej okazały się przeszkodą techniczną nie do pokonania.1

Amerykanie pozwalają

Kłopoty z zagranicznymi połączeniami miały też inną przyczynę. Decydujący z racji technologicznej przewagi Amerykanie niechętnie odnosili się do transferu rozwiązań, bądź co bądź, tworzonych głównie na potrzeby armii. Po utworzeniu w Polsce pierwszego niekomunistycznego rządu oni i inne kraje współzarządzające netem zaczęły nas postrzegać nieco inaczej.

Prezydent George Bush (ojciec) już w 1989 r., ze względu na silny lobbing amerykańskiej Polonii, brał pod uwagę możliwość pozwolenia na włączenie odzyskujących wolność krajów komunistycznych do światowych sieci komputerowych. Ale do decyzji potrzebna była podkładka. Prezes EARN-u i przedstawiciel amerykańskiego BITNET-u wystosowali zatem oficjalne zapytanie do Departamentu Handlu USA, czy takie podłączenie jest zgodne z prawem. Nie ma istotnych przesłanek prawnych dla zakazywania tego rodzaju aktywności – odpowiedział w styczniu 1990 r. Department of Commerce. Embargo COCOM formalnie było nałożone tylko na sprzęt i oprogramowanie. Sieci oficjalnie tam nie było, bo pojawiły się później, więc można było te ograniczenia obejść. Utrzymano jednak embargo na szyfrowanie treści w przeglądarkach, które zresztą wkrótce uchylono.

- Jak zareagowali Polacy? Z radością. Już 10 kwietnia 1990 roku zorganizowali spotkanie na Uniwersytecie Warszawskim przedstawicieli krajowych uczelni (Warszawa, Toruń, Kraków, Łódź, Wrocław) i polskiego ministerstwa łączności z przedstawicielami EARN... Postanowiono wtedy podłączyć najpierw polską stolicę i wykorzystać w tym celu kabel telekomunikacyjny, jaki właśnie ułożyła po dnie Morza Bałtyckiego Telekomunikacja Polska. Tym samym Polska nawiązała bezpośrednią łączność z zachodnimi sieciami komputerowymi przez Danię. Pierwsze e-maile zostały przesłane 17 lipca 1990 roku właśnie do DKEARN, czyli duńskiego EARN. Atmosfera na przełomie 1989/90 była wspaniała. Cały świat czuł, że coś strasznie ważnego się stało. A sieciowcy ... chcieli podłączać cały świat2.

Miło powitać z Kopenhagi

Właśnie owego 17 lipca 1990 r. Tadeusz Węgrzynowski (dyrektor Centrum Informatycznego Uniwersytetu Warszawskiego), który uruchamiał połączenie krajowego węzła PLEARN z duńskim węzłem DKEARN, wysłał pierwszego transgranicznego maila po łączu stałym do Andrzeja Smereczyńskiego (polski koordynator EARN) o treści: - Szanowny Panie Andrzeju, miło mi powitać Pana z Kopenhagi. Proszę pozdrowić wszystkich w CIUW. Polska została pełnoprawnym członkiem sieci EARN wcześniej, bo już w maju. To był spory krok do przodu – działało stałe dzierżawione łącze przesyłające 9600 bitów na sekundę. W listopadzie podłączono także Wrocław. Po roku funkcjonowania tego łącza z poczty elektronicznej przez sieć EARN w naszym kraju skorzystało już 10 tys. osób.

Jak się już jednak zaczęło, to ruszyło z impetem. Na wiosnę 1990 roku zaczęto załatwiać konieczne po obu stronach zgody na bezpośrednie połączenie szwajcarskiego CERN z Instytutem Fizyki Jądrowej w Krakowie. Uruchomiono je 17 listopada i IFJ uzyskał prawo do stworzenia pierwszej polskiej podsieci o historycznym adresie 192.86.14.0, który jej przysługuje do dzisiaj. Adres IP (Internet Protocol), czyli numer dowolnego urządzenia identyfikujący je w sieci to było wtedy nie byle co, bo uprawniał do podłączenia do Internetu. Decydowało o tym samo Ministerstwo Obrony USA i to przez przyznanie tego numeru zezwoliło na akceptację w światowej sieci aż 255 komputerów z tego węzła. Pierwszy email do Polski został z CERN-u wysłany 20 listopada. Połączenie działało, ale była to wewnętrzna sieć DECnet stworzona przez producenta komputerów Digital Equipment Corporation i do Internetu dawało się przez nią wejść jedynie pośrednio.

Za początek Internetu w Polsce uznaje się 17 sierpnia 1991 r., kiedy to nawiązano pierwsze połączenie z wykorzystaniem internetowego protokołu TCP/IP między Wydziałem Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetem Kopenhaskim. - NASK nie płacił żadnemu z nas, którzy uruchamiali polski [Internet], jakby nie traktował tego jako pracę, którą ktoś dla niego wykonuje. Ale prawdą jest też, że długi czas nie żądał żadnej zapłaty za ruch IP, który wtedy generowaliśmy, jakby traktował to jako eksperyment, na który sobie pozwala3.

Skoro jednak pojawił się drażliwy wątek finansowy, to wypada wspomnieć, że fizycy mieli już rozpracowany wcześniej protokół TCP/IP dzięki dotacji w wysokości miliarda starych złotych. A w kwestii Internetu niemal od razu rozpoczęła się dyskusja, czy pisać to słowo z małej litery, czy też z dużej jako nazwę własną.

Czemu akurat fizycy zajęli się tym tematem? Wydawało by się, że do podejmowania takich zadań bardziej predysponowani byli informatycy lub elektronicy. - Odpowiedź jest prosta, fizykom Internet był bardziej potrzebny! Mieli świadomość, że uczestniczenie w światowym rozwoju nauki w zakresie szybko rozwijających się dziedzin fizyki jest bez Internetu niemożliwe… W latach 1980-1983 pracowałem na stażu naukowym w ośrodku CERN pod Genewą, w międzynarodowej grupie badaczy… Była oparta na współpracy wielu ośrodków naukowych z całego świata, która dawała możliwość koncentracji środków finansowych i zasobów ludzkich do podjęcia się jakiegoś trudnego zadania badawczego… Pojawiło się wyzwanie, jak te wszystkie grupy badaczy z różnych stron świata efektywnie skomunikować. Internet stał się jedynym rozsądnym sposobem komunikacji, bo był niezależny od posiadanych przez różne grupy komputerów trzymających się zamkniętych, firmowych standardów. Mailami i wspólnymi bazami danych nie dawało się podołać rosnącej komplikacji komunikacyjnej, dlatego ludzie z działu w CERN odpowiedzialnego za informatyzację, odpowiedzieli na potrzebę i w 1989 roku rozpoczęli projekt, który doprowadził do stworzenia WWW. To, że WWW powstało w CERN wszyscy wiemy, ale warto sobie uświadomić, że nie był to wymysł informatyków, tylko mądra odpowiedź na zapotrzebowanie fizyków zajmujących się badaniem cząstek elementarnych! Przydało się też innym…4

Komu Internet?

W tym samym 1991 r. Minister Edukacji Narodowej utworzył Zespół Koordynacyjny Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej działający przy Uniwersytecie Warszawskim i uzyskano dostęp dla polskich pakietów IP sieci amerykańskiej National Science Foundation NSFNet. W dwa lata później NASK otrzymał osobowość prawną i jako jednostka badawczo-rozwojowa podległa Komitetowi Badań Naukowych zaczął zarządzać internetową domeną pl.

Mimo że już w 1992 r. komercyjny dostęp do sieci zaczęła oferować firma ATM S.A., to dominacja NASK-u przez dłuższy czas utrzymywała ceny na dość wysokim poziomie. Ale tak naprawdę o powszechności Internetu można mówić dopiero dużo później, gdy niezbyt powszechnie lubiana Telekomunikacja Polska udostępniła numer telefoniczny 0-20 21 22, przez który każdy mógł się z Internetem połączyć. W pełni komfortowe to co prawda nie było, bo nie dało się wtedy używać podpiętego pod modem stacjonarnego telefonu do rozmów, a przeciętna szybkość 9,6 kbit/s nikogo by dziś nie zadowoliła. Ale przynajmniej nie trzeba było podpisywać dodatkowych umów, bo traktowano to jako połączenia lokalne.

Na Wydziale Fizyki UW ruszył latem 1993 r. serwer WWW (www.fuw.edu.pl), na którym funkcjonowała pierwsza polska strona internetowa i była też zakładka Polish Home Page. Drugi serwer jeszcze tego samego roku zaczął działać na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Na AGH ruszył też serwer IRC (Internet Relay Chat), który pozwalał na porozumiewanie się w prywatnych lub tematycznych kanałach.

Jak wam się to udało?

Sporą sensacją było pojawienie się wśród rozmówców ówczesnego premiera Waldemara Pawlaka, który chyba jako pierwszy polski polityk docenił znaczenie nowego medium i miał własny adres poczty elektronicznej. Nic więc dziwnego, że już w następnym roku został również uruchomiony serwer rządowy.

Polskich stron i serwisów informacyjnych szybko przybywało, więc w gdańskim Centrum Nowych Technologii wzorem amerykańskiego Yahoo! powstał w1995 r. ich katalog. To był zebrany w jednym wirtualnym miejscu prawie cały krajowy Internet, więc nazwano go Wirtualna Polska.

Dalszy rozwój krajowej sieci był wręcz modelowy. W 1995 r. przyjęto „Program rozwoju infrastruktury informatycznej dla polskich środowisk naukowych” koordynowany przez Komitet Badań Naukowych. Stworzono sieć rozległą POL-34 (liczba nawiązywała do prędkości połączeń 34 Mb/s; po czasie wzrosła ona do 155 Mb/s), która obejmowała 22 sieci miejskie, do których były podpięte lokalne uczelnie i 5 centrów superkomputerowych ulokowanych w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu.

Przyjeżdżali amerykańscy specjaliści od sieci komputerowych i się dziwili. - Jak wam się to udało? U nas każda uczelnia tworzy własny ośrodek obliczeniowy i przełamanie lokalnych partykularyzmów jest bardzo trudne. A wy potrafiliście to wszystko scalić, stworzyć dla wszystkich wyższych uczelni regionu jedno centrum komputerowe. I w dodatku połączyć te centra siecią. Nawet jeśli gdzieś jest coś bardzo dużego do policzenia, to zawsze można pożyczyć moc obliczeniową od sąsiedniego superkomputera. No cóż, okazuje się, że dziedzictwo odgórnego planowania i systemu nakazowo-rozdzielczego ma jednak pewne zalety.

Naukowe przeznaczenie sieci nie było traktowane przesadnie rygorystycznie i wiele innych niezwiązanych z badaniami przedsięwzięć wykorzystywało ten trakt do rozwoju usług nadciągającego spoleczeństwa informacyjnego. POL-34 przekształcił się po latach w ogólnopolską sieć światłowodową Polski Internet optyczny (PIONIER), mocno osadzoną w światowym necie, która z powodzeniem do dziś funkcjonuje.

Marek Hołyński

 

 

 

 

 

 

 

Antena satelitarna, ustawiona w grudniu 1991 r. na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Przez ponad 4 lata stanowiła główne łącze polskiego Internetu ze światowym, obsługując linię satelitarną Warszawa-Sztokholm.