Początki piśmiennictwa technicznego (14)


07-11-2017 20:13:47

W kolejnym odcinku cyklu artykułów historycznych, poświęconych niemal nieznanym lub bardzo mało znanym początkom piśmiennictwa technicznego w Polsce, przypominamy na podstawie publikacji Feliksa Kucharzewskiego w „Przeglądzie Technicznym” z 1889 r. wybrane fragmenty charakteryzujące ks. Stanisława Solskiego, autora „Architekta Polskiego”, zachowując oryginalną pisownię.

Solski nie był uczonym w rzeczywistym znaczeniu tego słowa. Wprawdzie Krzyżanowski napisał rozprawę o jego „życiu uczonem”, - ale też tej rozprawy nie można poczytywać za istotne studium krytyczne. O tyle rozpowszechnionych dawniej „pochwał”, odczytywanych w towarzystwach naukowych, odróżnia zaszczytnie pracę Krzyżanowskiego, tylko sumienne streszczenie dzieł Solskiego, - zresztą przeważa w niej nastrój apologiczny. Że Solski nie był uczonym, wywnioskowaliśmy już z krótkiego przeglądu Geometry Polskiego, którego części najlepsze są właśnie nie teoretyczne, ale wkraczające w dziedzinę techniki. W Architekcie Solski uwydatnia się w zupełności jako technik praktyczny, oparty na gruntownie przetrawionej wprawdzie, ale co do zakresu szkolnej tylko, wiedzy matematycznej.

Dzieło to, nie tylko nie zawiera żadnego naukowego odkrycia, nie bogaci umiejętności czystej żadną nową prawdą, ale nadto wieloma szczegółami dowodnie wskazuje, że autor stał zupełnie po za obrębem nader ożywionego ruchu naukowego swej epoki. Podczas gdy już w pierwszej Polowie XVII-go wieku uczony nasz matematyk Jan Brożek, jakkolwiek duchowny a jednakże w astronomii zwolennik systemu Kopernika, według słów prof. Frankego: „w każdej nauce, którą uprawiał stał na wysokości swego czasu i gruntownie był obeznany z najnowszą literaturą naukową… doskonale znał dzieła takich autorów, którzy dwa lub trzy lata przed wyjściem jego własnej rozprawy w tym przedmiocie pisali”, - to Solski w swym Architekcie, wydanym w końcu XVII-go stulecia, przecząc otwarcie systemowi Kopernika, powołuje się zaledwie na Stevina (1608 r.) i Mersenne’a (1637 r.) oraz mniej naukowego znaczenia mających: Rosberga (1617) i księdza Woella (1643), a zdradza zupełną nieświadomość prac uczonych, którzy w wieku XVII-ym otworzyli mechanice całkiem nowe drogi. 

Jak widzieliśmy z przeglądu dzieła Solskiego, nie były mu znane: ani wielkie odkrycia Galileusza, jak ustalenie pojęcia o pracy machin, prawo spadku ciał, ruchu jednostajnie przyśpieszonego i ruchu wahadła oraz pierwsze poglądy na wytrzymałość belek prostych, ogłoszone drukiem w r. 1638, - ani odkrycia Toricellego: ciśnienia powietrza i prawa wypływu cieczy przez otwór w cienkiej ścianie (1644 r.), ani prawa refrakcyi Snelliusa i Descartes’a, zawarte w dziele tego ostatniego o Dioptryce z r. 1637. W ogóle obcym był zupełnie Solskiemu nader żywy ruch naukowy współczesny, a cała jego wiedza matematyczna zamyka się w ciasnym zakresie programów szkolnych z tej epoki. Ale za to, czego się nauczył Solski, to już posiadał gruntownie, a przytem maił wybitną zdolność techniczną stosowania zasad umiejętności do rozwiązywania różnych zadań spotykanych w praktyce.

To też Architekt Polski, nie będąc bynajmniej dziełem uczonem, jest wyborną książką techniczną, pełną jasnych i ścisłych uwag i praktycznych wskazówek. Solski podaje treściwie znane mu zasady mechaniki a następnie tłumaczy i opisuje machiny i przyrządy, najczęściej w owych czasach używane w kraju, oraz te, które zwróciły jego uwagę za granicą, lub których opisy w innych dziełach znalazł i jako pożyteczne w swej książce powtórzył. Opisuje także niektóre ustroje własnego pomysłu, nie wielkiej doniosłości, ale praktyczne i urzeczywistniające pewien postęp w swoim czasie. Z każdego zaś szczegółu jego dzieła, widać w nim wytrawnego praktyka, zdrowo rozumującego w ciasnym zakresie znanych mu prawd naukowych. I tak np. zbłądziwszy w teoretycznem objaśnieniu zysku na sile przy użyciu machin, zdrowo pojmuje zasadę ich pracy, gdy mówi o stosowaniu machin w praktyce, w przytaczanym już wyżej urywku że: „im lżey idzie ciężar iaką machiną, tem więcey potrzebuie czasu machina do iey obracania”.

Zmarnowanych mozołów nad zbudowaniem machiny o ruchu wiecznym nie można brać za złe Solskiemu. W tym względzie pociągnął go za sobą prąd spółczesny, któremu niektórzy tylko pierwszorzędni myśliciele opierali się zwycięzko. Jak zaś w ogóle przce nad wynalezieniem perpetuum mobile nie zginęły bezowocnie i przyczyniły się ubocznymi wynalazkami do rozwoju mechaniki, tak i poszukiwania Solskiego w tym kierunku pobudziły go do innych badań w dziedzinie mechaniki praktycznej, których ostatecznym wynikiem było napisanie Architekta.

Wykład Solskiego jest jasny i prosty, jak można ocenić z przytoczonych wyżej urywków, dających przytem pojęcie o stylu a nawet i o ortografii autora. Język jest czysty a co do słownictwa technicznego Architekt jest dziełem źródłowem i użyte przez Solskiego wyrazy techniczne stanowić muszą główną podstawę historyczną przyszłego słownika technicznego polskiego. Za taką też podstawę przyjął je S. B. Linde w swym ogólnym słowniku naszego języka i nie pominął żadnego prawie wyrazu Solskiego. W liczbie źródeł wymienia Linde tak Geometrę jak i Architekta Solskiego, a nadto i wspomniane na wstępie książki: Stroynowskiego, przekład Tajemnic Pedemontana i Callitectonica.

Jakkolwiek Architekt Polski wyszedł z druku już w końcu XVII-go stulecia, a więc w epoce ogólnego upadku naszej literatury, to jednak dla wysokich swych zalet, łącznie z innemi pracami Solskiego, winien być raczej zaliczony do złotego wieku epoki Zygmuntowskiej. Tym sposobem do epoki tej wszedłby w swej całości pierwszy okres naszego piśmiennictwa technicznego, wprawdzie liczbą druków nie bogaty, ale mogący się poszczycić już to pięknemi choć małych wymiarów pracami jak dziełka: Grzepskiego, Stroynowskiego i Krótka nauka budownicza, już wreszcie poważnemi dziełami jak Geometra i Architekt Solskiego. Po roku 1690 ogólny upadek literatury ogarnia i piśmiennictwo techniczne, prawie milczące przez długie lata. Powołuje się tylko na dzieła Solskiego jezuita Bystrzanowski, w wydanej w r. 1743 Informacyi matematycznej, obejmującej nieźle opracowany rozdział o budownictwie, - a zresztą, w ciągu całych lat sześćdziesięciu prawie zupełna cisza panuje na tem polu…   

Wybór i oprac. Bronisław Hynowski

 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl