Wino dla inżyniera (187). Wino i podróże


29-08-2017 17:44:23

Ten felieton trafia do Państwa zapewne na przełomie lata i jesieni, ale pisałem go na początku lipca, więc temat wydawał mi się nad wyraz aktualny. Latem kto tylko może, gdzieś wyjeżdża, żeby odpocząć, a odrobina (broń Boże nie nadmiar!) alkoholu zawsze czyni taki odpoczynek sympatyczniejszym.

Dla amatorów wina, którzy wybierają się na urlop do popularnych krajowych miejscowości nadmorskich lub podgórskich, nie mam dobrych wieści, bo ten, kto decyduje o asortymencie win w tamtejszych sklepach, powinien się smażyć w piekle do końca świata. Kupić nic sensownego tam się nie da (są słodkie ulepy mołdawskie, podła sangria, tanie wermuty, kompotopodobne „mertesy", wina owocowe itd.), no chyba że gdzieś w pobliżu działa Biedronka albo Lidl. Jak pisałem wielokrotnie, tam już można kupić przyzwoite wina, ale trzeba się znać, bo w całej ofercie tych rzeczywiście dobrych jest nie więcej niż 10%. Zawsze pozostaje też możliwość zakupu dobrych win w miejscu zamieszkania i wzięcia ich ze sobą na urlop, ale mało kto jest podobnie zapobiegliwy.

No dobrze, skoro kraj już odfajkowaliśmy, pora zająć się wycieczkami zagranicznymi. W przypadku wyjazdów samochodowych sprawa jest prosta – kierowcy po drodze pić nie wolno, a na miejscu (na ogół jest to gdzieś nad Adriatykiem, Morzem Śródziemnym czy Morzem Czarnym) z zaopatrzeniem w pijalne wino nie ma najmniejszego problemu. Czasami nie trzeba iść do sklepu, wystarczy po drodze kupić 5-litrowy baniak od chłopa. Do picia codziennego nada się jak znalazł, a i kieszeni nie nadwyręży.

Elitą wyjazdów urlopowych są wycieczki samolotowe i one osobie spragnionej stwarzają wiele okazji oraz możliwości. Już na lotnisku, po przejściu przez kontrolę, można zakupić co nieco (i to w nie najgorszym asortymencie), a nawet wypić. Jeśli kupimy wino w buteleczkach 0,1875 l, możemy je opróżnić prawie niezauważenie i wielu (choć formalnie obowiązuje zakaz) tak czyni. Trzeba przy tym jednak uważać, żeby nie przesadzić. Pewna część podróżnych boi się lotów samolotem i musi się znieczulić, zanim wsiądzie do tego wynalazku diabła (iskrzący silnik blisko wielkich zbiorników z benzyną na wysokości 11 km i w temperaturze -50°C!). Leciał kiedyś ze mną taki nadmiernie znieczulony facet, któremu zrobiło się gorąco w kabinie i chciał otworzyć okno...

No dobrze, samolot już oderwał się od ziemi i co dalej? Ano, alkohol można kupić i wypić także na pokładzie. Jeśli lecą Państwo czarterem, wybór jest wprawdzie żaden (jedno wino białe, jedno czerwone i jedno musujące), ale jakiś tam poziom te wszystkie wina trzymają. Problemem podstawowym jest temperatura, bo generalnie wina się na pokładach nie chłodzi, więc musujące i białe trzeba pić ciepłe (niektórzy ratują się dodatkiem lodu).

Co innego, jeżeli lecą Państwo samolotem rejsowym, zwłaszcza „lepszymi" liniami lub nawet w tych „gorszych", ale w biznes-klasie czy na miejscach „Elite" (takimi dysponują już np. Dreamlinery w LOT). Nawet w klasie ekonomicznej serwowane jest wino i to wcale nie najgorsze (wiem, bo znam faceta, który dobiera wina pokładowe dla LOT i jest przy okazji jednym z najlepszych polskich sommelierów), a już klasa „Elite"  to zupełna rozpusta (naprawdę dobre wina i do tego w pewnym wyborze, nalewane przez stewardessę do szklanych kieliszków).

Dalszy kontakt z winem – to już w miejscu wypoczynku, po osiągnięciu celu podróży. Tu też możliwych jest kilka wariantów, ale o tym w następnym felietonie, natomiast dziś chciałbym napisać słów kilka o upływającym czasie i przemijaniu rzeczy i miejsc.

W felietonie nr 184 pisałem, że kupuję wina m.in. w sklepie South Wine przy ul. Młocińskiej. Już tego sklepu nie ma, a firma zawiesiła działanie. Do tego mój ulubiony wine-bar przy ul. Olkuskiej 7 przejęła od Winkolekcji jakaś inna firma i to przestało być miejsce, do którego warto przyjść.

Oczekujących choćby szczypty optymizmu zapraszam za 2 tygodnie.

winny maniak

 

Komentuje Waldemar Rukść

19-20
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl