Początki piśmiennictwa technicznego (9)


15-07-2017 14:32:22

W kolejnym odcinku cyklu artykułów historycznych, poświęconych niemal nieznanym lub bardzo mało znanym początkom piśmiennictwa technicznego w Polsce, przypominamy na podstawie publikacji w „Przeglądzie Technicznym” w 1889 roku, kolejne wybrane fragmenty z Architekta Polskiego autorstwa ks. Stanisława Solskiego, zachowując oryginalną pisownię.

Po opisie machin, przechodzi autor do zastosowania ich w praktyce i opisuje „różne przemysły traktowania ciężarów”. O ile te wiadomości podane są jasno i treściwie, o tyle znów następujące po nich obliczenia: ile zyskuje się na sile przy użyciu poszczególnych machin, przedstawione zostały w sposób nader zawiły. Nie mając jeszcze ścisłego pojęcia o prawach tarcia, których pierwsze zawiązki powstały dopiero w końcu XVII-go stulecia, zastanawia się jednak Solski „jako wiele ciężaru opór Instrumentów albo Machin przynosi” – i przytacza sześć doświadczeń bardzo ogólnikowych, z których wyciąga wniosek: że do wiadomości miary ciężaru, którego opor Machin dodaie dźwigającemu, sieła rzeczy wchodzi. Iako gładsze, y smarownieysze czopy, panewki, palce y cewy; także mnieysze koła, y w mnieyszej liczbie. A przy tym wszystkim: tym więcey rośnie opor, im bardziey Machinę ciężarem obciążysz. Jakkolwiek więc właśnie prawa tarcia datują dopiero od doświadczeń Amontons’a, jednak wiadomość o proporcyonalności tarcia od ciśnienia była już dawniej rozpowszechnioną. Odnaleziono ją zresztą i w notach Leonarda Vinci.

Podaje dalej Solski sposoby ważenia wielkich ciężarów za pomocą drąga, wyznaczania rachunkiem ciężaru ciał i mierzenia siły uderzenia. Zastanawia się nad tem, że „nie każdy ciężar może być przemysłem ludzkim przemożony”, na dowód czego  oblicza ciężar ziemi i rozważa z całą naiwnością (dość wszakże w owych czasach między poważnymi pisarzami rozpowszechnioną) ile machin i ludzi potrzebaby było do podźwignięcia tego ciężaru. Mówiąc o równi pochyłej, powołuje się na Stevina, który pierwszy teoryą tej machiny ściśle opracował i podał w swej Statystyce. Zaraz po tem następują zabawki zwykle z upodobaniem przez autorów owczesnych powtarzane. Tytuł nauki XXXV-ej brzmi: Ciężar któremu wiele ludzi nie zdoła tak ulżyć, żeby go dziecię jedno przemoc mogło, bez drąga dźwigalnego, bez klub, koł y szrob. Pod tą szumną nazwą podaje Solski zupełnie nie mechaniczny dowcip, mianowicie, że gdy ze szczelnie zbitej skrzyni wypompowane zostanie (o ile to jest możebnem) powietrze, za pomocą dopasowanej do skrzyni pompk, to następnie i bardzo znaczna siła nie zdoła już pompki w dalszy ruch wprawić. Gdy zaś taką skrzynię dziecię przewierci świderkiem; stemplem snadno będzie mogło robić. Druga znów zabawka opartą jest na znanem doświadczeniu z utrzymaniem w równowadze przedmiotów przez obniżenie środka ciężkości za pomocą odpowiednio umieszczonego obciążenia, – poczem Solski przechodzi do swej ulubionej mrzonki, mianowicie do perpetuum mobile. Ktoby chciał, mówi, aby ciężary dwa rowne mogły się zabopolnie na przemian w iednymże mieyscu przemagać: gdy niepodobna iest przełamać tych dwoch przyczyn danych, potrzeba mu przemysłu zażyć, aby ze dwoch ciężarow danych, w ten czas gdyby się przemagały, albo jednemu ciężaru ubywało, albo drugiemu przybywało na przemiany tyle, ile potrzebuią do zabopolnego przemagania. O ktorym wynalazku iako nie mogę mówić, że iest niepodobny. Tak do szukania biegu nieustannego nikomu serca nie chcę psować. Następuje opis machiny, w której Solski pragnął urzeczywistnić aby cztery kulki po czterech stolikach, ustawionych dwa wyżej a dwa niżej, biegały ustawicznie w rowkach stolików, spadając z wyższych na niższe a z niższych będąc przenoszone na wyższe. Jak we wszystkich podobnych mrzonkach, tak i tu, opory bierne nie dopuszczały ruchu machiny.

Solski też sądzi, że ten dopiero ktoby w jego „machince” dokazał aby dwie wagi (ciężary) wyniosłszy ramę do góry na pół łokcia, mogły ginąć a opuściwszy tęż ramę tenże zabierać ciężar, niepochybnie by dokazał biegu nieustannego. Do przeczytania zaś opisu tak zachęca czytelnika: Dla snadnieyszego poięcia Machinki, któreyem doświadczył, strukture iey przeczytay następuiącą, w niey uznasz przeszkody które bronią wzajemnego przemagania dwoch albo więcey ciężarow rownych, y experimentalnie doydziesz czego potrzeba do biegu nieustannego. A podobno wynajdziesz sposób gubienia ciężaru dwoch wag, którego szukania, ostatek czasu życia mego Rok 67, gdy to Drukuię mnie nie pozwala.

Po machinie o ruchu nieustannym, następuje opis „machinki” zawierającej w sobie „wszystkie przednieysze Instrumenta, wynalezione do ulżenia ciężarow”, mianowicie drąg prosty, cewy z kołe i śrubę wprawiającą w ruch koło osadzone na wale, na którym nawinięty jest sznur z ciężarem.

Opis ten zakończony jest przestrogą, wcale ściśle wyrażającą dowiedzione dziś prawdy: Uważ: że się ostrożnie odważać potrzeba na Machiny bardo ulżywaiące ciężary, dla dwoch przyczyn. Naprzod: Że w nich, albo koł y cewoww bydź musi siła; których liczba znaczna bardzo trudni ulżenie: albo przy małej ich liczbie muszą bydź koła wielkie, zaczym słabe. Druga: Że im lżey idzie ciężar iaką Machiną, tym więcej potrzebuie czasu Machina dla iey obracania. Tu już wyraźnie powołuje się Solski na zasadę: co się zyskuje na sile,to się traci na prędkości, – której unikał tłumacząc zysk na sile przy użyciu machin. Za to dalej idąca nauka o śrubie wyłożoną jest rozwlekle i niejasno. Wreszcie sposoby stosowania niektórych machin prostych w praktyce i inne drobniejsze wskazówki, zamykają „zabawę pierwszą” Architekta.

Pominąwszy mrzonki o biegu nieustannym i niektóre zbyteczne gadaniny, cała ta pierwsza część dzieła Solskiego stanowi popularny wykład geomechaniki elementarnej, praktycznie ułożony na podstawie podręczników znanych już w początkach XVII-go stulecia… Po zabawie około Ulżenia ciężarow, mówi Solski, y Machin albo Instrumentow używających ciężarow, które mogą bydź zwolna przemagane małymiey siłami; następuie druga nie mniey potrzebna y pożyteczna ludzkiemu pożyciu, o Machinach predkich, które przyczyniają ciesz kości dla prędkiego biegu: y o siłach potrzebnych na przemaganie ich. Aby gdy im ciesz kości zmnieyszyć nie możemy, przynamniey na niey się znali, y potrzebne siły, na iey przemaganie opatrzyć potrafili…

Wybór i oprac.

Bronisław Hynowski

Komentuje Waldemar Rukść

16-17
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl