Wino dla inżyniera (181). Kartka z pamiętnika (2)


18-04-2017 19:02:41

Jednak znalazłem tę następną kartkę z pamiętnika (patrz poprzedni felieton) i oto co na niej znalazłem:

SOBOTA

Niby dzień wolny, więc teoretycznie można by balować od rana, ale...

Zawsze coś się rozbija o jakieś ale; tym razem chodzi o dobrą zmianę, w wyniku której niedługo przestaniemy móc robić zakupy w niedzielę. A co ma do tego sobota? Ano to, że kiedyś te zakupy robić będzie trzeba, więc dobrze już dziś przyzwyczajać się do zakupowej soboty. Potem będzie jak znalazł.

Człowiek nie wielbłąd, więc zakupy oznaczają samochód, a prowadzenie samochodu oznacza „suchy zakon” od rana. Tyle tylko dobrego, że przy okazji podjechałem do ulubionego sklepiku „Wine&You” w Brwinowie i kupiłem kilka butelek apulijskiego Primitivo  (Papale Primitivo di Manduria i Passione Primitivo del Salento, oba po ok. 40 zł) z firmy Varvaglione. To wyjątkowe wina jak na Primitivo, bo w żadnym z nich nie da się wyczuć w ustach dżemowatości, psującej jakość większości win z tego szczepu. Co więcej, w tej samej linii znajduje się jeszcze jedna butelka, nazywająca się Varvaglione „Il Cardinale” Primitivo di Manduria; to właśnie wino podawano na konklawe, na którym wybrano obecnego papieża. Dla osób lubiących w winie wytrawnym iluzję słodkości to prawdziwy skarb. Niestety, skarby nie bywają tanie (71 zł).

Do obiadu nic nie piłem, ale już przy obiedzie – to i owszem. Były polędwiczki ze śliwką zawijane w boczku, więc od razu otworzyłem wytrawno-słodkawe „Papale”. Jedno do drugiego pasowało wybornie. I pomyślałem: ile tracą ludzie kupujący w sklepach byle jakie wina i pijący je nie do jedzenia, a po nim (w Polsce nadal obowiązuje zasada „najpierw podkład, potem trunek”).

Co do kryteriów, wg których ludzie wybierają w sklepie wino, to przypomniał mi się pojedynek dwóch tuzów polskiego dziennikarstwa winiarskiego: W. Bońkowskiego i J. Kruka. Dysponując takimi samymi budżetami, obydwaj wybrali się kiedyś do „Owada” i kupili po 6 butelek wina – jeden korzystając ze swojej wiedzy, a drugi wybierając co ładniejsze etykiety. Potem była degustacja i zgodna opinia, że wybór wg urody etykiet nie prowadzi do dobrych wyników. Niestety, chyba tak właśnie kupuje wino większość moich znajomych! Resztę dnia spędziłem już na sucho, ale bez żalu do świata.

 NIEDZIELA

Nareszcie naprawdę wolne. Wstaliśmy z żoną z rana w dobrych humorach i zaczęliśmy dzień – a jakże – od musującej Cavy Gran Cuvee Brut od Agusti Torello Mata (Dom Wina, ok. 50 zł). Nie żebyśmy wypili od razu całą butelkę i nie żebyśmy pili tę Cavę samą! Zafundowaliśmy sobie coś na kształt Kir Royale, czyli dodaliśmy do kieliszków z winem trochę likieru Cassis z czarnej porzeczki. Po dokładnym wymieszaniu powstało odświeżające, musujące cudo. Jajecznica na bekonie smakowała po nim wybornie. Przy okazji pomyśleliśmy, że może następnym razem warto by zmieszać „musiaka” z aperolem, co jest ostatnio bardzo modne na Zachodzie – tylko skąd wziąć u nas aperol?

Dobrze nastawieni do świata, pół dnia później jedliśmy obiad. A mieliśmy tego dnia pieczeń jagnięcą z udźca kupionego dość tanio w znanym dyskoncie. Do tego trzeba było sięgnąć po jakieś wino naprawdę dużego kalibru. Ze swoich piwnicznych zapasów wybrałem przekornie rumuńskie wino Crama Oprisor. Trochę bałem się tej Rumunii, no ale w końcu za jego winifikację odpowiadał jeden z najbardziej znanych latających winemakerów Michel Rolland, a i sama flaszka kosztowała dobrze ponad 200 zł, co trochę tonowało obawy. Wino po zdekantowaniu i odczekaniu ok. 2 godzin okazało się być warte swojej ceny i stworzyło z jagnięciną wyborną parę.

Nie chcąc psuć sobie smaku, do wieczora już nic nie piłem i zakończyłbym dzień w świetnym humorze, gdyby nie świadomość, że następnego dnia  znowu do pracy, znowu długie dojazdy itd. Cóż robić – samo życie!   

winny maniak

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl