Historia powszechna ludzkości to historia wojen. Niestety, dominujący na Ziemi gatunek jest chyba skażony jakimś genem autodestrukcji, co skłania do smutnej konstatacji, że stan pokoju jest tylko krótkim epizodem w historii wojen. Albo raczej permanentnej wojny, jaką toczy człowiek przeciwko człowiekowi.
Udaną rzeź dokonaną na bliźnich, zrujnowanie sąsiedniej krainy trzeba było ubrać w pean na cześć wojowniczego, bohaterskiego władcy-żołdaka - tak narodziła się profesja dworaka-historyka, który za miskę strawy i przychylność pryncypała potrafił usprawiedliwić racją stanu każde jego łajdactwo.
Niechwalebna proweniencja tego fachu długo jeszcze odbijała się czkawką. Historia wojen była opisaniem dokonań wodza, los ostatniego obozowego ciury był tak nieważny, jak on sam w orszaku władcy.
Osobny rozdział to historia zmagań miecza i tarczy, czyli współzawodnictwa w wymyślaniu coraz to bardziej wyrafinowanych narzędzi zagłady i skuteczniejszych metod obrony. Kto wie, czy nie najbardziej spektakularny wyścig wojskowej myśli technicznej miał miejsce podczas II wojny światowej. Uczestniczyli w nim także - i to z doskonałymi efektami - Polacy. Ponieważ jednak honorowanie dorobku polskiego alianta nie leżało nigdy w sferze zainteresowań naszych oddanych sojuszników, o naszych zasługach w tej dziedzinie nie wie nikt albo prawie nikt.
Sceptyk zapyta: po co przebijać się do świadomości przeciętnego "zjadacza bagietki" w tej kwestii? Czy ponad 60 lat po wojnie ma to jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Co oprócz wyleczenia polskich kompleksów taka edukacja przyniesie? Natomiast entuzjasta powie: tak, trzeba przypominać i edukować, pielęgnować w sobie pamięć o ludziach, z których powinniśmy być dumni jako naród, jeśli nasza tożsamość narodowa ma przetrwać bez uszczerbku, to właśnie dzięki takim inicjatywom.
Refleksje tego rodzaju naszły mnie przy okazji uroczystego przekazania części archiwaliów z Instytutu Polskiego i Muzeum Gen. W. Sikorskiego w Londynie, dokumentujących wkład Polaków w zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej. Przekazania dokumentów dokonał w warszawskim Domu Technika ostatni prezydent RP na uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski ("Nie tylko Enigma", s. 6).
Depozytariuszem londyńskiego archiwum zostało warszawskie Muzeum Techniki. Muzeum, którego sens istnienia podważają władze stolicy, a które jest bodaj czy nie najlepszym miejscem nauki patriotyzmu...
Zapraszam do lektury