Inżynier
Nadrobione zaległości
Bogdan Brózda
Wzgledy materialne oraz tocząca się I wojna światowa uniemożliwiły Franciszkowi E. Lechowi dokończenie podjętych studiów politechnicznych. Zaległości w politechnicznym wykształceniu ojca nadrobili nie tylko dwaj synowie, ale i ich dzieci, wnuk i dwie wnuczki. One też, poprzez swe małżeństwa, rozszerzyły inżynierski urodzaj zapoczątkowany w rodzinie Lechów w 1917 r.

Franciszek Edward Lech
Zaczęło się od tego, że Franciszek Edward LECH (1893-1963) z majątku Kaczorów (woj. kieleckie), przyszły wieloletni naczelnik Urzędu Skarbowego w Busku-Zdroju, 14 listopada 1917 r. rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej - zapisany w albumie PW pod nr 1669. Królestwo Polskie podczas I wojny światowej było podzielone na dwie okupacje (gubernie): niemiecką i austriacką. Franciszek E. Lech mieszkał w okupacji austriackiej, a studiował w niemieckiej. Ze względów materialnych i z powodu toczących się działań wojennych studiów nie ukończył, zaliczając 5 semestrów.
Czego się nie udało ojcu, dokonali jego synowie: Zbigniew i Mieczysław Lechowie, kończąc bez problemów studia politechniczne.
Starszy z nich - Zbigniew (ur. 1928 r.) studiował kolejno na Wydziale Budownictwa Lądowego (1948-52), a następnie Budownictwa Przemysłowego PW (1952-54) - nr alb. PW 25 365. Z tytułem magistra inżyniera przepracował łącznie 35 lat w przedsiębiorstwach projektowych przemysłu mięsnego, mleczarskiego i paszowego, by wreszcie trafić do Przedsiębiorstwa Projektowania i Modernizacji Przemysłu Automatyki i Aparatury Pomiarowej "Meral". Tu otrzymał Złotą Odznakę za Zasługi dla Rozwoju Przemysłu Maszynowego (1984 r.). Wcześniej (1976 r.), będąc także w "Meralu", wyróżniony został za projekt techniczny budynku - siedziby "Meralu" w Warszawie (projekt niezrealizowany).
Inż. Zbigniew Lech ma na swym koncie jako główny konstruktor realizację dużych obiektów budowlanych. Są to zakłady utylizacyjne Sępólno k. Nakła nad Notecią, Woroniec, Zestawie - woj. lubelskie oraz Staszów - woj. kieleckie (dawniej), wytwórnie pasz z silosami o poj. 20 tys. t w Sierpcu k. Płocka, Rykach (lubelskie), w Sosnowcu i Krzepicach (woj. częstochowskie). Do drobku inż. Z. Lecha należą też obiekty przemysłowe fabryk żelatyny w Puławach (rozbudowa) i Brodnicy (woj. toruńskie) oraz zakładach automatyki przemysłowej w Falenicy (z kominem o wysokości 30 m).
- Za najbardziej udane i ulubione przeze mnie realizacje uważam silosy w wytwórniach paszowych i budynek fabryczny "Meralu" w Warszawie - wyznał inż. Z. Lech, dodając: Lubiłem swoją pracę, inaczej byłaby to mordęga nie do wytrzymania. Brakowało nie tylko urządzeń, ale i materiałów, np. cegieł. Trzeba było długo czekać na dostawy, a terminy obowiązywały.
W ślady ojca poszły dwie jego córki, Barbara i Eliza. Barbara: Podobało mi się to, co tata robił. Obie z siostrą zaliczałyśmy się do tzw. umysłów ścisłych. Ojciec był wzorem dla nas. Jego osiągnięcia mobilizowały nas podczas i po studiach. Chciałyśmy dorównać tacie. Ojciec cieszył się dużym poważaniem wśród fachowców, nie było dla niego problemów inżynierskich nie do rozwiązania. Z usposobienia jest to człowiek łagodny o dużej cierpliwości. Mama Zofia, choć nie inżynier (jest historykiem, publicystką i autorką książek - dop. B. B.), grała w domu zawsze pierwsze skrzypce. Ojciec choć pozornie ustępował matce, umiał zręcznie pokierować daną sprawą tak, by przybrała kształt zgodny z jego zamysłem. W domu zawsze panował klimat serdeczności i przyjaźni, można rzec nie bez przesady - pełen miłości. Przyjaźń i zrozumienie z siostrą umocniły się w czasie studiów, różnica wieku między nami, wtedy się zatarła (siostra Eliza jest o 2 lata starsza - dop. B. B). Co do charakterów, to ja mam wiele cech po ojcu, siostra po matce. Taki podział jest chyba sprawiedliwy? Wakacje i urlopy spędzaliśmy całą rodziną w komplecie. Co roku wybieraliśmy się na ryby. Łowiliśmy nad jeziorem Białym na Mazurach. Nasze dzieci też lubią wędkowanie. Mają to po nas.
Syn Barbary Grzegorz Seltenreich (ur. 1984 r.) także będzie inżynierem budownictwa lądowego. Jest bardzo dobrym studentem - otrzymał stypendium za wyniki w nauce. Swą wiedzę pogłębia także podczas praktyk na budowie i w biurze projektowym. Działa w samorządzie studenckim, jest członkiem Wydziałowej Rady Samorządowej, a także przedstawicielem Wydziału Inżynierii Lądowej w Komisji Kultury PW.
Inż. Barbara SELTENREICH jest absolwentką Wydziału Inżynierii Lądowej PW (dyplom 1981). Po ukończeniu "Lądówki" pogłębiała wiedzę na studiach podyplomowych w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN (teoria sprężystości) oraz ukończyła kurs w zakresie administracji publicznej prowadzony przez Wyższą Szkołę Informatyki, Zarządzania i Administracji w Warszawie. W latach 80. była starszym asystentem w "Metroprojekcie", a na przełomie lat 90. inspektorem na Wydziale Głównego Architekta Gminy Warszawa-Ursynów. Obecnie (od 2003 r.) jest inspektorem w Delegaturze Biura Naczelnego Architekta Miasta w dzielnicy Ursynów.
- Praca w Biurze Naczelnego Architekta Miasta - mówi pani Barbara - daje mi dużo satysfakcji. W Delegaturze rozpatrujemy sprawy dotyczące inwestycji o powierzchni całkowitej do 10 tys. m2. Na Ursynowie wciąż powstają nowe obiekty budowlane, na brak wniosków więc nie narzekamy. Mgr inż. Barbara Seltenreich ma uprawnienia budowlano-konstrukcyjne i jest członkiem Mazowieckiej Izby Inżynierów Budownictwa.
Jej starsza siostra - mgr inż. Eliza STAWOWSKA ukończyła ten sam wydział (dyplom PW 1979). W 1990 r. rozpoczęła pracę w Niemczech, dokąd wyjechała ze swym mężem, również inżynierem budowlanym. Przez 7 lat pracowała w biurze projektowym wyspecjalizowanym w głębokim posadowieniu budynków. Od 1998 r. pracuje dla metra w Monachium jak samodzielny projektant (własna firma projektowa). Praca dla metra zajęła jej ogółem 14 lat i jak twierdzi - daje pełne zadowolenie jako zajęcie zgodne z jej wykształceniem i kwalifikacjami.
Przed wyjazdem za granicę projektowała konstrukcje inżynieryjne: mosty i tunele, była też asystentem na Politechnice Warszawskiej. Należała do zespołu, który otrzymał w 1987 r. Nagrodę Państwową II stopnia za opracowanie technologii i uruchomienie produkcji przemysłowej pustaków termoizolacyjnych KO65. Była wtedy projektantem "Cerprojektu". W Niemczech, poza pracą zawodową, działa społecznie w polskim środowisku emigracyjnym. Mówi: przez kilka lat pełniłam funkcję przewodniczącej Komitetu Rodzicielskiego polskiej szkoły przy tutejszym kościele. W porozumieniu z Polskim Konsulatem Generalnym w Monachium od 5 lat jestem wiceprzewodniczącą Niemiecko-Polskiego Stowarzyszenia Współpracy. Eliza ma dużo po mamie: rozmowna, ten sam ton głosu, takie odniosłem wrażenie w telefonicznej rozmowie. Razem z mężem Piotrem są jedynymi inżynierami polskimi należącymi do Bawarskiej Izby Inżynierów Budowlanych.
*
Drugim z braci Lechów był Mieczysław (1931-2003), absolwent w 1958 r. Politechniki Szczecińskiej (Wydział Budownictwa Lądowego), długoletni pracownik Zakładów "Nida-Gips" (1961-81), gdzie sprawował funkcję głównego specjalisty ds. inwestycyjnych. Jego syn Andrzej (ur. 1966 r.) to także inżynier, tylko że innej niż ojciec specjalności. Studiował na Wydziale Elektrotechniki, Automatyki i Elektroniki AGH w Krakowie wybierając jako specjalizację elektronikę. Od kilkunastu lat jest dyrektorem handlowym firmy informatycznej "Digitland" w Krakowie. Oto co nam powiedział: Zdolności matematyczne odziedziczyłem z pewnością po ojcu i po dziadku. Pamiętam ojca jako człowieka prawego i bezkompromisowego. Swego czasu spotkał się z ponętną propozycją awansu na stanowisko dyrektora w firmie "Nida-Gips" - warunek - wstąpienie do partii. Propozycję tę jednak zdecydowanie odrzucił. W domu lubił dyskutować, a nawet sprzeczać się. Miał niewzruszone poglądy i przekonania.
*
Siostry o panieńskim nazwisku Lech wyszły za mąż za inżynierów. Były to małżeństwa wydziałowe. Swych mężów poznały w czasie studiów na tych samych kierunkach Politechniki Warszawskiej. Mężem Barbary jest Robert Seltenreich (ur. 1956 r., syn mgr. inż. Bogdana, absolwenta PW), dyplomant z 1981 r. Po studiach został pracownikiem Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych (1981-87), gdzie kierował m.in. budową rozdzielni ciepła Elektrowni na Żeraniu oraz umacnianiem lewego brzegu Wisły na odcinku od Cypla Czerniakowskiego do Żoliborza. Wysłany przez "Energopol" na kontrakt do ZSRR budował przez 2 lata w Tule i Orle osiedla mieszkaniowe i szkoły. Przez pewien okres prowadził prywatną firmę budowlaną. W latach 1996-2001 zajmował kierownicze stanowiska w administracji rządowej i samorządowej: w Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie jako kierownik Specjalistycznego Nadzoru Budowlanego oraz w Urzędzie Gminy Warszawa Wawer piastował stanowisko wiceburmistrza ds. zagospodarowania przestrzennego gminy. Obecnie (od 5 lat) pełni funkcję kierownika działu inwestycji i remontów budowlanych Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Zbigniew Lech z córką Elizą
Mężem Elizy jest Piotr Stawowski (ur. 1954 r., syn mgr. inż. Kazimierza, absolwenta PW), absolwent PW w 1980 r., który przez kilkanaście lat był kierownikiem w niemieckich firmach budowlanych. Nadzorował budowę Hotelu IBIS w Berlinie, a także osiedli mieszkaniowych w Monachium. Od kilku miesięcy przebywa w Warszawie jako stały pracownik austriackiej firmy UBM AG z Wiednia. Firma ta przeprowadziła przebudowę zabytkowej kamienicy Pod Gryfami przy placu Trzech Krzyży (róg Brackiej). Po oddaniu tego obiektu do użytku przygotowuje budowę biurowca przy ul. Kłobuckiej w Warszawie.
Mówią współpracownicy inż. Zbigniewa Lecha:
Mgr inż. Zdzisław Paluch: poznaliśmy się w liceum matematyczno-fizycznym w Busku-Zdroju, byliśmy w jednej klasie, a po maturze poszliśmy na ten sam wydział PW. Mieszkaliśmy w akademiku na placu Narutowicza. Po studiach obowiązywał nakaz pracy. Ja trafiłem do Wojewódzkiego Biura Projektowego. Nasza znajomość ze szkół utrzymuje się nadal. Obecnie obaj jesteśmy na emeryturze, ale wspólnie opracowujemy projekty budynków na zlecenie. Nadal należymy do Izby Inżynierów Budowlanych. Zbyszek jest zdolny, życzliwy i uczynny. Potrafi pomóc, doradzić. Znają się i przyjaźnią nasze rodziny. Córki moje i inż. Lecha dobrze się znają. Moje też są inżynierami.
Inż. Jacek Bachliński: inż. Lech był moim kierownikiem w Biurze Projektowym "Meral" przez 12 lat, od 1980 do 1992 r. Wspólnie wykonywaliśmy prace konstrukcyjno-projektowe, kierował 30-osobowym zespołem. Był wymagający, żądał dokładnego wykonania prac. Do dziś utrzymujemy kontakty zawodowe i towarzyskie. W latach 90. współpracowałem też z Barbarą, córką inż. Lecha, i jej mężem. Ona pracowała wtedy w Gminie Ursynów, a on prowadził firmę budowlaną.