Między rękopisem a komputerem
Muszę się przyznać, że rzadko co wywołuje u mnie taką irytację jak hasła przyświecające obchodom różnych Dni, Światowych Zjazdów itp. fet. Pompatyczność, banał, zero konkretu. Przykład? Proszę bardzo. Ubiegłoroczny Światowy Dzień Telekomunikacji - hasło "Cyfrowe techniki komunikacyjne wiodącym czynnikiem stabilnego wzrostu", czyli bełkot. W tym roku nie lepiej - "Społeczeństwo informacyjne równych szans: czas działać". Ja rozumiem, że PR-owcy zatrudnieni w Międzynarodowej Unii Telekomunikacyjnej (UIT) muszą się czymś wykazać. Najlepiej zaś czymś, co w uszach zurzędniczałych działaczy UIT-u brzmi jak harfa eolska.
Szkoda mi tylko SEP-owców, którzy organizują w Polsce obchody Światowego Dnia Telekomunikacji. Szkoda z kilku powodów.
Po pierwsze - rola wołającego na puszczy. Od 6 lat SEP organizuje w Sejmie konferencje skierowane do parlamentarzystów. Konferencje te mają uświadamiać wybrańcom narodu doniosłość i rolę telekomunikacji, m.in. w gospodarce. Z jakim skutkiem, nie wiem, ale ponieważ SEP-owcy robią to co roku od 6 lat - przypuszczam, że z mizernym. Może nie to audytorium - w każdym razie trauma.
Po drugie - Polska jest jako tako zinformatyzowana i duża w tym zasługa również inżynierów z SEP-u. Komputery stoją w urzędach miejskich, gminnych i powiatowych, w komendach policji itp., itd. Właśnie "stoją", ponieważ załatwienie czegokolwiek za pośrednictwem internetu graniczy w naszym kraju z cudem.
Co z tego, że mamy resort nauki i informatyzacji, co z tego, że działa krajowy konsultant ds. komputeryzacji urzędów, skoro i tak na końcu tego łańcuszka, przy komputerze w urzędzie powiatowym siedzi panna Basia, której komputer służy przede wszystkim do układania pasjansa...
Kwestia budowy społeczeństwa informacyjnego ma w Polsce też drugą, ładniejszą twarz. Otóż od lat nasi studenci należą do informatycznej czołówki światowej. Dlaczego akurat młodzi Polacy są najlepsi? Czemu zawdzięczają swój sukces? Czy tylko młodzieńczej pasji poznania? Fascynacji najnowszą techniką? Pewnie też. Na pewno zaś sporej dawce szczęścia, które postawiło na ich drodze odpowiednich ludzi, wychowawców i pedagogów w rodzaju prof. Jana Madeya z Instytutu Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Ale najcelniejsza odpowiedź na pytania postawione wcześniej jest zawarta w tytule artykułu, do którego lektury zachęcam. Po prostu - "Myślą, więc są... najlepsi".
Redaktor